Najpierw obejrzałam film „Ścieżki życia”, a potem przeczytałam, że został nakręcony na podstawie książki „Słone ścieżki”. I dobrze, że taka była kolejność, bo na mój odbiór nie wpłynęły kontrowersje wokół tej historii. Dzisiaj już ostrożniej mówi się o tym, że była inspirowana całkowicie prawdziwymi zdarzeniami. Niezależnie od tego w jakim stopniu było to zmyślone, film obejrzałam z przyjemnością.
Małżeństwo w średnim wieku Raynor i Moth (w tych rolach Gillian Anderson i Jason Isaacs) tracą swoją farmę, która jest dla nich jednocześnie domem oraz źródłem utrzymania. Dodatkowo u Motha lekarz diagnozuje zespół korowo-podstawny – rzadką chorobę neurodegeneracyjną. Przewiduje, że mężczyźnie może zostać jedynie kilka lat życia w jako takiej sprawności. Para nie mając dachu nad głową i chcąc wykorzystać być może ostatnie chwile, kiedy choroba nie paraliżuje Motha postanawia wyruszyć w pieszą wędrówkę.
Wybierają South West Coast Path, czyli jedną z najbardziej znanych długodystansowych tras w Wielkiej Brytanii. Biegnie niemal cały czas wzdłuż klifowego wybrzeża, przez plaże, zatoki, wrzosowiska i małe nadmorskie miejscowości. I ma ponad 1000 km długości. I to ona, oprócz małżeństwa jest główną bohaterką filmu. Spektakularne widoki w czasie oglądania zachwycają niemal na każdym kroku. Raynor i Moth śpią w namiocie, pokonują dziennie tyle kilometrów, ile zdołają zważywszy na fizyczne ograniczenia, walczą z nagle zmieniającą się pogodą. Czasem z przenikliwym nocnym zimnem, a czasem z upałem i brakiem wody w ciągu dnia. A czasem tej wody jest nadmiar, bo Morze Celtyckie dosłownie wdziera im się do namiotu. Brakuje im też pieniędzy – obracają w dłoniach każdy cent.
Pisząc o głównych bohaterach i bohaterkach tej opowieści muszę też wspomnieć o jeszcze jednej. Niewątpliwie jest nią miłość, która jest dosłownie namacalna między Raynor i Mothem. Poruszająca, wzruszająca, niczym niezmącona, wielka i wspierająca miłość, którą widz widzi na każdym kroku, w każdym geście i w każdym spojrzeniu.
Film „Ścieżki życia” to czuła opowieść o tym, że nawet w bardzo tragicznej sytuacji życiowej, całkowitym impasie, można znaleźć siłę i optymizm w naturze – w ocenie, morzu, górach, locie ptaków, wietrze i deszczu. I codziennych błahych rzeczach, jak choćby kubek ciepłej herbaty.
Dwie inne opowieści natychmiast przyszły mi do głowy w trakcie oglądania tego filmu. Jedną z nich jest film „Dzika droga”, a drugą książka „Cały ten błękit”. Mają wiele wspólnego.
Film „Ścieżki życia” dostępny jest na platformie HBO MAX.
zdjęcie: filmweb.pl