Książka „Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna” Jeanette Winterson przyciąga uwagę samym tytułem. Słowa te, młoda, dopiero co wchodząca w dorosłość Jeanette, słyszy od swojej matki.
Opowieść ta jest autobiograficzną historią od czasów jej narodzin, przez krótkie chwile z biologiczną matką, później jej adopcji i dorastania w szczególnie trudnym, rodzinnym środowisku. Jej adopcyjna matka jest skrajną konserwatystką. Czeka na sąd ostateczny i spektakularny koniec świata. Ojciec – wycofany, podporządkowany żonie, która nie pozwala mu kochać córki. Matka jest adoptowaną córką całkowicie zawiedziona – pod każdym względem. Pisarka odkrywa, że oczekiwanym dzieckiem miał być chłopczyk. Matka gromadziła dla niego chłopięce ubranka, a kiedy pojawiła się dziewczynka, ubierała ją w nie przez całe dzieciństwo. W pewnym momencie w książce padają zaskakujące zdania: „Jak wyglądałoby moje życie, gdyby wychowywała mnie Ann? Czy miałabym dziewczynę? A co, gdybym nie musiała walczyć o dziewczynę, walczyć o siebie? Nie wierzę zbytnio w gen homoseksualności. Może wyszłabym za mąż, urodziłabym dzieci…” To słowa Jeanette – dzisiaj dobiegającej 67 lat, przez całe życie mającej kobiety, jako partnerki życiowe.
Dziewczynka dorasta w ubogim, ciągle zimnym domu, w robotniczym Accrington na północy Anglii. Życie tam zdaje się toczyć wg dźwięków kościelnych dzwonów. Wybijają one równym taktem zakazy: nie wolno czytać książek, nie wolno oglądać filmów, nie wolno pić, palić, kochać się. Nie można oddawać się nawet najmniejszym przyjemnościom. Jeanette w tajemnicy przed matką kupuje i wypożycza książki, bo tylko dzięki nim, może to wszystko wytrzymać. I dowiedzieć się, że istnieją inne, również te normalne, światy. Matka za każde nieposłuszeństwo zamyka ją w komórce na węgiel. Ale wbrew temu rygorowi Jeanette wyrasta na intelektualistkę. I rozpoznawaną na całym świecie pisarkę, która chce żyć zgodnie ze swoją orientacją, zamiłowaniami i która zamiast „normalnej” chce być szczęśliwa.
Po latach, jako dojrzała kobieta, z perspektywy sukcesu, jaki odniosła i wszystkich napisanych książek w „Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna” wraca do niełatwej przeszłości. Analizuje wszystko to, co wpłynęło na jej dalsze życie. I żałuje, że zapewne przez takie, a nie inne traktowanie w dzieciństwie nie została nauczona kochać i nie rozumiała, czym jest miłość.
Im więcej czytałam, tym silniejszą więź odczuwałam z życiem innych ludzi na przestrzeni dziejów i tym głębszą empatię. Czułam się mniej odizolowana. Nie dryfowałam na małej tratwie w teraźniejszości; istniały mosty, które prowadziły na stały ląd. Owszem, przeszłość to inny kraj, ale taki, który możemy odwiedzić, a gdy już tam dotrzemy, możemy potem przywieźć stamtąd to, czego nam potrzeba. Literatura jest wspólnym gruntem. Nie jest to grunt, gdzie rządzą wyłącznie interesy komercyjne, nie można go wyeksploatować jak kultury popularnej – wykorzystać to, co nowe, a potem przenieść się dalej. Wiele mówi się o świecie oswojonym w przeciwieństwie do świata dzikiego. Jako ludzie potrzebujemy nie tylko dzikiej przyrody, ale także nieokiełzanej przestrzeni naszej wyobraźni.
Wciąż pokutuje obiegowa teza, dawno obalona zarówno przez psychoanalizę, jak i przez naukę, a od zawsze odrzucana przez poetów i mistyków, jakoby dało się myśleć bez odczuwania. Nie da się. Kiedy jesteśmy obiektywni, jesteśmy też subiektywni. Kiedy jesteśmy neutralni, jesteśmy zaangażowani. Kiedy mówimy „myślę”, nie pozostawiamy swoich emocji za drzwiami. Powiedzieć komuś, żeby nie ulegał emocjom, to jak nakazać mu, żeby był martwy.
„Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna” Jeanette Winterson – Wydawnictwo Czarne.