Jakub Małecki około 2 tygodnie temu ogłosił na swoich mediach społecznościowych, że napisał nową książkę. Nie zdradził tytułu, ani żadnych szczegółów. Nawet wydawnictwo SQN, w którym wydał swoje ostatnie powieści, pytało, kiedy będzie wiadomo coś więcej. A więc czekamy. Natomiast książka „Święto ognia” Jakuba Małeckiego trafiła do mojej kolejki czytelniczej dopiero teraz, chociaż była wydana w 2021 roku. W 2023 roku została wznowiona, prawdopodobnie w związku z tym, że Kinga Dębska nakręciła na jej podstawie film pod tym samym tytułem.
Oglądając ten film w czerwcu 2024 roku, nie wiedziałam, że jest stworzony na podstawie książki Kuby Małeckiego. Wtedy jeszcze po prostu go nie znałam. Film obejrzałam z przyjemnością. Z perspektywy czasu uważam, że Paulina Pytlak bardzo wiarygodnie zagrała Anastazję. Świetna – nawet barwniejsza niż w książce – była postać Józefiny, granej naprawdę fajnie przez Kingę Preis. Teraz czytając „Święto ognia” mimowolnie „ubierałam” bohaterów w twarze, sylwetki aktorów ich grających. Tak to już chyba jest.
Ale poza tym często filmy, jak to filmy – szczególnie te na podstawie książek – nie są w stanie uchwycić wszystkiego, oddać głębi. A już jeśli chodzi o styl pisarstwa Małeckiego – jest to po prostu niemożliwe. Nawet opisać tego nie sposób.
O czym jest „Święto ognia” Jakuba Małeckiego.
W powieści Jakuba Małeckiego mamy dwudziestoletnią Anastazję, która od urodzenia zmaga się z porażeniem mózgowym. Sama nazywa je porożem. Porusza się na wózku, jej ciało „nie słucha” jej mózgu – dziewczyna jest sprawna intelektualnie, ale nie może wypowiadać się wyraźnie (robi to za pomocą specjalnego programu). Jej specyficzny język najbardziej rozumie jej starsza siostra, która tańczy w Balecie Narodowym i marzy o solowej roli. Jednak jej ciało się buntuje. Obie siostry na swój własny sposób zmagają się więc ze swoimi ciałami. Dosłownie walczą z ograniczeniami, aby móc spełniać marzenia. Anastazja jest pełna życia, optymizmu, a jej sposób myślenia to prawdziwa nauka uważności dla nas wszystkich. Łucja natomiast jest prawdziwą wojowniczką, ogromnie zdeterminowaną, aby realizować swoją pasję i osiągnąć cel. To też dobra lekcja. Anastazją opiekuje się jej tata – Poldek. Postać matki znika zaraz na początku, ale wraca w różnych osiach czasowych przywoływana zarówno przez męża, jak i córki. Powieść stopniowo odkrywa przyczynę jej zniknięcia.
Dlaczego warto przeczytać „Święto ognia” nawet, jeśli obejrzało się film.
W książce „Święto ognia” znów jest, jak we wszystkich (przeczytanych przeze mnie) książkach autora, temat przez duże T. Taki, który pisarz jak zwykle rozpracowuje po mistrzowsku. W tym przypadku jest to porażenie mózgowe, z którym urodziła się Anastazja. Pamiętam, jak na jednym ze spotkań autorskich Małecki opowiadał, że opracowanie tej postaci, tego upośledzenia dosłownie go przeorało. A wiadomości, które po wydaniu książki otrzymywał od czytelników, rozwalały go na łopatki.
Książka „Święto ognia” – w przeciwieństwie do filmu, ma kilka głównych, przeplatanych wątków, co jest charakterystyczne dla pisarstwa autora. Narracja Anastazji nie jest głównym. Równouprawnionymi, jeśli można to tak ująć w kontekście całej powieści, są również: historia jej starszej siostry Łucji – wschodzącej gwiazdy Baletu Narodowego oraz jej rodziców. Te same sytuacje przedstawione z perspektywy różnych postaci to również to, co jest znamienne dla książek Małeckiego. Jest w tym świetny.
Niemal wszystkie wątki w tej książce są trochę wyidealizowane, trochę przypudrowane. Pogoda ducha Anastazji wręcz nieprawdopodobna biorąc pod uwagę poziom jej życia. Również idealni tata i siostra. Ale literatura ma do tego prawo. A zwłaszcza taka – z zachwycającą narracją, oryginalnym słowotwórstwem i niebanalnym pomysłem na sposoby, w jakie można sobie radzić z trudną sytuacją rodzinną, którą autor odkrywa pod koniec książki. I nie mam tu oczywiście na myśli tylko choroby Anastazji.
Jakub Małecki uwielbia przyrodę, naturę, ale również ludzi. Świadczy o tym to, z jak przenikliwą czułością o nich opowiada. W jego książkach nie fabuła jest najważniejsza, ale wnikliwy obraz człowieka stworzony przez niewiarygodnie spostrzegawczego autora.
Weronika Wawrzkowicz fajnie rozmawia z autorem o „Święcie ognia” w swoim cyklu: „Rozmawiam, bo lubię”.
Inne książki Jakuba Małeckiego, o których pisałam na tym blogu to: „Dżozef”, „Rdza”, „Dygot”, „Horyzont”, „Korowód”, „Sąsiednie kolory”, „Ślady”.