Oczywiście ciągle coś nowego można napisać o kolejnej przeczytanej książce Jakuba Małeckiego zamiast stwierdzić – co jest zgodne z prawdą – że „Sąsiednie kolory” to też na wskroś „małecka” książka. Tym razem jednak spróbuję bardziej dosłownie oddać to, co jest wspólne, co mam na myśli, czy lepiej oddać moje odczucia podczas czytania jego powieści. A najbardziej dosłownie będzie użyć cytatów, na podstawie książki.
O mentalności, sposobie myślenia, pozytywnej infantylności kilkuletnich dzieci:
Pola wiedziała, że w kościele mieszkał bóg, ale zamiast niego wiernych przyjmował proboszcz ze swoim olbrzymim brzuchem, do którego umiał podobno zmieścić bardzo wiele, na przykład dwa całe kurczaki i pięć win. Dziewczynka podejrzewała, że podczas jakiejś uczty być może przez przypadek po prostu boga zjadł. Proboszcz oprócz brzucha miał miłość do bliźniego, tackę na monety i specjalną moc, która sprawiała, że jeśli na przykład ukradło się gruszkę na targu, a potem powiedziało mu to szeptem po ciemku w małej szczelinie po prawej stronie kościoła, to jednak się nie ukradło. Była to ogromnie przydatna umiejętność i Poli przyszło teraz do głowy, że być może w przyszłości – skoro nie może być wspaniałym kimś – powinna zostać właśnie proboszczem.
Jak opisać złożoność i odmienność bohaterów lub specyficzność ich myślenia:
Gotowanie to były czary: brałeś mąkę i wychodził chleb, z krwi robiłeś czerninę, a kurę zmieniałeś w rosół. Najbardziej ciekawił Mikołaja nie smak, ale właśnie proces, to tajemne przeistaczanie jednego w drugie. Kiedyś nurtowało go, czy te zmiany można prowadzić w drugą stronę: czy z chleba da się zrobić mąkę albo z rosołu kurę, ale szybko się okazało, że gotowanie, jak życie, biegnie tylko w jednym kierunku.
Chwycił ubranie, zrzucone w nocy byle jak i włożył je na siebie z poczuciem, że ubiera się z powrotem we wszystkie swoje myśli, od których nie zdołał uciec na moście.
On sam wiedział, że niedobrze jest być zbyt mądrym. Mądrość przydaje się czasami w bardzo wąskim zakresie – trzeba wiedzieć, że po odarciu z kory sosnowe drzewo rzadziej sinieje, a topola po wyschnięciu waży dwa razy mniej niż przed wyschnięciem – ale w domowym życiu, na co dzień, mądrość tylko człowieka rozmiękcza, zabiera mu ochronę przed światem, jaką daje bezmyślność.
Rozumiał ją lepiej niż inni mężczyźni, lepiej niż wiele kobiet. Miał ciemniejsze strony, te niespodziewane ucieczki w melancholię, te poranki ze wzrokiem długo wędrującym za oknem, ale być może to przyciągało ją do niego jeszcze bardziej. Słabi mężczyźni mieli nad silnymi tę jedną przewagę, że nie próbowali przejaskrawiać swoich cech i widać ich było wyraźniej.
Siemaszko miał wrażenie, że z jego słabnącym widzeniem jest jak z ciężkimi chorobami, które atakują z pełną siłą dopiero wtedy, kiedy człowiek się o nich dowie.
Wreszcie o tym, co przewija się w książkach Kuby – o świadomości własnej śmiertelności i tego, że wszystko zmierza w jednym kierunku. Śmierć bywa gwałtowna i natarczywa, ale też potrafi cierpliwie czekać pewna tego, że prędzej czy później trafią do niej wszyscy. W „Sąsiednich kolorach” pewna kobieta umiera z tęsknoty, a jej śmierć wyzwala przedziwną tęsknotę za nią stolarza, który jej nie znał, ale wykonał dla niej trumnę. I znów pojawia się wątek osób martwych, którzy do końca nie umierają:
Krystian nie stawiał zbyt wyraźnej granicy pomiędzy tymi, którzy zamawiali u niego meble, a tymi, którzy w nich później leżeli i czasami dziwił się, jak powszechne jest wśród jego znajomych przekonanie, że ludzie dzielą się na żywych i umarłych. Wiedział, że tę umowną granicę przekraczać można w obu kierunkach, i że bycie po jednej stronie nie wyklucza bywania po przeciwnej.
Chciałabym zacytować całą książkę, bo nic w niej nie jest przypadkowe, żadne zdanie zbyteczne, może nawet słowo. Zresztą Małecki na spotkaniach autorskich sam opowiada o tej swojej staranności, o usuwaniu dużych fragmentów tekstu w czasie pisania, o przyglądaniu się każdemu zdaniu i pozostawianiu go dopiero, gdy w oczach pisarza stanie się doskonałe i akuratne.
W „Sąsiednich kolorach” pisarz rozgląda się po swoich znajomych terenach – łączy kolejne wątki i znajome postacie.
A w tle: pszczoły, kormoran, wspomnienia i ciemne zakamarki charakterów, księżniczki, Bóg i diabeł, miłość i tęsknota, taniec, który ma wyleczyć. I zawsze obecna wrażliwość pisarska dla zwierząt.
Załączam link do około dwudziestominutowego filmiku o pisarzu, który wg mnie pięknie oddaje jego naturę, wrażliwość, subtelne podejście do wielu spraw i rzeczy, no i akurat nawiązuje do tej właśnie powieści.
fot. w zajawce: Ewa Giemza