Na okładce książki jest tylko jedno niewielkie zdjęcie. Pszczoły, która nie frunie radośnie ani nie pracuje w ulu. Leży na boku. „Historia pszczół” Mai Lunde ma potrząsnąć czytelnikiem. I robi to.
Jedna oś czasowa tej powieści rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku, w jednym z miast wschodniej Anglii. To tutaj patriarchalny ojciec dużej rodziny, przyrodnik posiadający własną pasiekę, pracuje nad konstrukcją optymalnego, nowoczesnego ula. Konsultuje się w tej sprawie listownie z pół Polakiem, a pół Niemcem – Janem Dzierżoniem, zwanym ojcem współczesnego pszczelarstwa.
Druga oś przenosi nas do Stanów Zjednoczonych (Ohio) i czasów bliżej nam współczesnych (2007 rok). George prowadzi rodzinną hodowlę pszczół i ma nadzieję, że jego syn przejmie w przyszłości firmę. Ten jednak ma inne plany. Pszczelarstwo jest prawdziwą pasją George’a (podobnie jak innych pszczelarzy). Rozpoczyna się Colony Collapse Disorder czyli masowe ginięcie pszczół. Większość kolonii pszczół miodnych znika z uli pozostawiając królową. Pszczelarze wpadają w prawdziwą, dojmującą rozpacz, która wpływa na relacje z rodziną. Niektórzy przewożą ciężarówkami ule, aby pszczoły zapylały poszczególne gatunki roślin rosnących w różnych stanach, w różnych porach roku. Udaje się czasem zapylić migdały, gruszki, jabłka, pomarańcze, borówki. Ale widmo całkowitego wyginięcia tych pożytecznych owadów wisi w powietrzu.
I owo widmo materializuje się w trzeciej osi czasowej książki w małej chińskiej wiosce, ale również w Pekinie. Młode małżeństwo w 2098 roku pracuje (jak wielu innych ludzi) przy ręcznym zapylaniu drzew. Wspinają się po gałęziach i pędzelkami przenoszą pyłki. Są skrzętnie rozliczani ze swojej pracy. Pieniądze zarabia się nie na miodzie, ale na zapylaniu. Pewnego dnia coś bardzo dziwnego, złego przydarza się ich trzyletniemu synkowi. Zrozpaczona matka próbuje rozwiązać tę mroczną zagadkę. Jedzie do Pekinu – opustoszałego, z ponurymi opuszczonymi budynkami, w których rozbite szyby są śladem plądrowania ludzi w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. W szpitalu znajduje oddział, w którym zgromadzono samych starych ludzi, totalnie zaniedbanych, skazanych na śmierć lub już nieżyjących leżących wśród jeszcze żywych.
„Historia pszczół” – gdy znikają pszczoły znika przyszłość.
Kobieta w jakichś ocalałych książkach między innymi czyta o tym, co działo się na świecie mniej więcej 90 lat temu. Środki do oprysku roślin działające na system nawigacyjny pszczół nie pozwalały im odnaleźć powrotnej drogi do ula. Wprowadzono zakaz stosowania pestycydów. Konsekwencje zakazu były znaczne – całe zbiory ulegały zniszczeniu przez szkodniki. Nowoczesne rolnictwo nie było w stanie obejść się bez środków ochrony roślin. W porównaniu z tym pozytywne skutki zakazu okazały się zbyt nikłe, bo pszczoły ginęły i tak. Niektórzy twierdzili, że trucizna osadziła się w ziemi. Powodem ginięcia pszczół był też pasożyt Varroa destructor osadzający się na ciałach pszczół w postaci dużych bąbli i wysysający hemolimfę. A ponadto rozsiewał wirusy. Suche i upalne lata bez kwiatów i nektaru oraz surowe zimy również niszczyły pszczoły. Także opady, bo podczas deszczu pszczoły chronią się pod dachem. Do tego jeszcze monokulturowe rolnictwo – dla pszczół świat stał się zieloną pustynią, na wielkich połaciach uprawiano te same rośliny. Zmniejszała się produkcja mięsa, bo nie można było produkować podstawowej paszy. To samo z mlekiem i serem – zwierzęta nie miały pokarmu. Trzeba było zapomnieć o produkcji biopaliw, które miałyby zastąpić ropę naftową, bo ona też uzależniona była od zapylania pszczół. A źródła nieodnawialne pogłębiały globalne ocieplenie. Czarny krąg.
Książka „Historia pszczół” Mai Lunde…
… jest o wielkiej pasji, silniejszej czasem od miłości do najbliższych. O sile i motywacji kolejnych pokoleń do przetrwania trudnych czasów. O tym, by nie wybierać pszczołom miodu więcej, niż to konieczne. A także pełna jest dowodów na to, jak niezwykłymi stworzeniami są pszczoły. Pełna jest też zaskoczeń – choćby takich, jak to zadziwiające zachowanie… w tym przypadku mrówek, których opis cytuję poniżej. Dziesięcioletni chłopiec obserwuje pracę mrówek w lesie.
Nagle coś się zaczęło dziać, jakieś zakłócenie w systemie. Duży chrząszcz pełzł po wschodniej części mrowiska (…) W porównaniu z mrówkami rozmiary chrząszcza były gigantyczne. (…) Wokół niego powstał pusty plac (…) mrówki jakby go nie widziały, kontynuowały swoją celową pracę. Nagle jednak stwierdziłem, że jedna z mrówek zbliża się do chrząszcza, złamała wszystkie ustalone wzorce, nie była już częścią całości. I coś ze sobą niosła. (…) Co to jest? (…) Larwy. Larwy mrówek. Teraz pojawiło się więcej takich, które łamały wzorce, i wszystkie one dźwigały to samo. Wszystkie niosły własne dzieci. (…) Mrówki rzucały larwy przed chrząszczem. Ten obserwował je przez moment, po czym potarł o siebie przednie odnóża, w końcu zaczął jeść. (…) Mrówki stały w długim szeregu, gotowe serwować intruzowi własne potomstwo.