Kameralne wydarzenie (w porównaniu z np. Targami Książki w Krakowie). Ale tu zadziałała jakość. W zabytkowych salach tzw. Pustek, czyli zabudowań przyklasztornych, w małej miejscowości pod Krakowem, organizatorzy zadbali o naprawdę „książkową” atmosferę. Sporo wydawców, autorów, ale też lokalnych rzemieślników wystawiających swoje produkty – mniej lub bardziej związane z czytelnictwem. Kilka spotkań autorskich. Kilka spotkań bardziej osobistych. Zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie.
Jednak największym moim odkryciem – już nie literackim, bo przecież wcześniej czytałam już jego książki, a więc raczej osobowościowym, był Jakub Małecki. To człowiek z edycji limitowanej – wycofany, skromny, niepewny siebie i czarujący. Mądry, z niesamowitymi literackimi pomysłami, ze starą duszą i podejściem do wielu spraw tak mi bliskim.
Opowiedział kilka historyjek, jako odpowiedzi na zadawane mu przez prowadzącą pytania. Jedna, która mnie zastanowiła i zaskoczyła, w której opowiadał o jakimś wymyślonym spotkaniu w Kolei Transsyberyjskiej, w której siada na przeciw siebie dwoje obcych ludzi. Jedna osoba, zamiast opowiadać o sobie jakieś podstawowe informacje: o rodzinie, pracy itd. opowiada tej drugiej zmyśloną historię. I ta pierwsza dowiaduje się o tej drugiej o wiele więcej, bo po takiej zmyślonej opowieści poznaje jej wrażliwość, podejście do różnych spraw, poglądy, wyobraźnie, pasje.
I druga historia, która mnie wzruszyła: skąd pomysł na Szymka z książki „Rdza” i chowanie zabawek do pralki. Ktoś opowiadał Jakubowi Małeckiemu o tym, że jacyś znajomi adoptowali chłopca z domu dziecka. I ten chłopiec nie mógł uwierzyć, że coś do niego należy, zabawki przedmioty – budził się rano i myślał, że to co miał poprzedniego dnia, tego kolejnego dnia już będzie musiał zwrócić. Bo w domu dziecka nic nie należało do niego. No i Szymek – oczywiście z innych powodów, książkowych – chował zabawki do pralki.