Powieść „Dżozef” Jakuba Małeckiego to jedna z pierwszych w jego dorobku, a ja przeczytałam ją dopiero teraz. Pierwszą była jego najnowsza książka czyli „Korowód”. Wśród wszystkich tych, które przeczytałam, nie potrafię wskazać mojej ulubionej czy wg mnie najlepszej. Wszystkie pochłonęłam z ogromną przyjemnością. „Dżozefa” „wciągnęłam” w większości w poczekalni lotniskowej i w samolocie, co nie jest u mnie normą, bo w czasie lotu nie potrafię się skupić na czytaniu, ponieważ wsłuchuję się w niepokojące dla mnie dźwięki samolotowe. Jednak Kuba Małecki zdołał mnie znowu tak wciągnąć, że tym razem nie potrafiłam się skupić na dźwiękach samolotowych 😉
Powieść „Dżozef” Jakuba Małeckiego – czytasz, a świat obok zaczyna się kurczyć.
Ano właśnie – książka tak wciąga, że świat znika… Zupełnie, jak w tej opowieści. Tym razem, w odróżnieniu od pozostałych (przeczytanych dotąd) książek Małeckiego, mamy tylko kilku głównych bohaterów, a cała historia ma jedną główną oś czasową, a druga jest jakby książką w książce. W jednej szpitalnej sali spotykają się: Grzegorz Bednar – osiedlowy dresiarz, biznesmen Leszek nazwany przez narratora Grzegorza Kurzem, stary narzekający na wszystko Maruda oraz ten tajemniczy Czwarty. Każdy z nich trafił do szpitala z innego powodu, ale spędzają w nim, we wspólnej sali, kilka dni. Swoją drogą, zastanawiam się, jak tak miły, ułożony, grzeczny, kulturalny, inteligentny facet, jakim jest Jakub Małecki był w stanie wykreować tak wiarygodną postać Grzegorza. Wprawdzie to taki poczciwy, pozytywny dresiarz, ale jednak. Jak dłużej o tym myślałam doszłam do wniosku, że wielu stworzonych przez niego bohaterów jest utkanych tak skrupulatnie, drobiazgowo, no i właśnie niesamowicie wiarygodnie. To więc zatem sprawa niekwestionowanego talentu pisarza. Pamiętam, jak opowiadał na jednym ze spotkań autorskich, że wszyscy bohaterowie jego książek gdzieś tam istnieją – albo w świecie aktorów, muzyków, czy innych znanych postaci albo mają twarze kogoś, kogo autor zna lub z kim się zetknął na jakimś etapie życia.
A wracając do „Dżozefa”. Kiedy tajemniczy Czwarty w gorączce zaczyna snuć zupełnie oderwaną od rzeczywistości opowieść i karze Grzegorzowi ją zapisywać, świat wokół bohaterów zaczyna znikać i się kurczyć.
W książce „Dżozef” bohaterowie wpadają do swoistego jądra ciemności.
Czwarty, wielbiciel książek Josepha Conrada, zaczyna snuć swoją opowieść o małym Stasiu, który rzeźbi w drewnie różne postacie, a wśród nich makabrycznego kozła, który okazuje się przyjacielem, a zarazem utrapieniem i przekleństwem chłopca. Historia opowiadana przez Czwartego coraz bardziej wciąga jego towarzyszy, ale atmosfera staje się coraz bardziej mroczna, bo po kolejnych rozdziałach dyktowanej opowieści znika szpitalny korytarz, a potem kurczy się sala. Jej ściany i sufit zamykają pacjentów w coraz to większym uścisku.
W książce „Dżozef” Jakub Małecki w taki właśnie sposób nawiązał do jednego ze swoich ulubionych pisarzy, czyli Josepha Conrada, a jednocześnie cała powieść jest tak bardzo małecka. Wiele tu symboliki, motywów wyobcowania i samotności. Bohaterowie Małeckiego podobnie jak Conrada muszą często podejmować trudne decyzje w ekstremalnych warunkach. Jest w niej coś, co zmusza czytelnika do zastanowienia się nad tym, jaką rolę w życiu człowieka może odegrać sztuka. Znowu widać w niej to, co Małecki wiele razy przekazywał na żywo, na spotkaniach – swoją wielką fascynację i przywiązanie do literatury, słowa pisanego. „Mogę wyobrazić sobie życie bez pisania książek. Ale nie bez czytania”.
Po tej książce zacznę chyba inaczej spoglądać na postacie wyrzeźbione przez mojego Dziadka 🙂
Powieść „Dżozef” Jakuba Małeckiego – nowa, poprawiona wersja z 2011 roku.
Pozostałe książki autora, o którym piszę na blogu:
„Dygot”, „Rdza”, „Korowód”, „Horyzont”, „Sąsiednie kolory”.
Zamierzał płynąć dopóki nie utonie, a to nie to samo, co chcieć się utopić.