Były saper po powrocie z Afganistanu z, wiele razy już przecież pokazywanym, czy omawianym stresem pourazowym, nie jest tu kolejnym przypadkiem. Jest postacią pokazaną w szczególny sposób, całkiem nowy. Może dlatego, że tak bardzo otwarty. Chociaż owo otwarcie nie dzieje się od razu.
Jego znacznie młodsza od niego sąsiadka, z zupełnie innego świata, próbuje znaleźć miejsce w świecie i jakkolwiek to brzmi banalnie, takie nie jest. W poszukiwaniu bowiem potyka się o przeszłość i wątpliwości, co do swojej tożsamości.
Relacja bohaterów, z których perspektywy opowiadana jest książka, nie jest oczywista. Być może fabuła, jaką podąża ta opowieść jest przewidywalna, ale ta przewidywalność jednak zaskakuje. To co przewidujemy w ostateczności pokazane jest jakby z innej perspektywy.
Jest trauma, szorstka przyjaźń i dylematy moralne. Z tych ostatnich szczególnie poruszył mnie ten związany z babcią głównej bohaterki, cierpiącą na chorobę demencyjną. To również wątek, w którym Kuba Małecki pokazuje swoją niezwykłą wrażliwość.
Ciekawym motywem jest w tej książce pisanie książki przez głównego bohatera. To pisanie jest zmaganiem pełnym różnych wątpliwości, w których widać różnorakie autentyczne wątpliwości pisarskie, jakimi autor dzielił się już w wywiadach, czy spotkaniach autorskich. Jest też trochę – jak we wszystkich dotąd przeczytanych przeze mnie jego książkach – osobistych, ujmujących nawiązań do jego prywatnego życia. Znowu również sporo metafor, tzw. perełek słownych, niezwykłych ujęć, które każą się zatrzymać w czytaniu, choć opowieść wciąga i każe niecierpliwie iść dalej.