Wiedziałam, że jedno pisklę kukułki eliminuje konkurencję. Jeśli wiecie coś o zwyczajach samic kukułek, będziecie wiedzieli, co one wyprawiają z podrzucaniem jaj do gniazd – to tzw. pasożytnictwo lęgowe. W konsekwencji mały, wyglądający jak przybysz z kosmosu stworek konsekwentnie i skutecznie wypycha z gniazda pozostałe jaja. Serial „Kasztanowy ludzik” wykorzystuje w swojej fabule ten jeden z wielu zadziwiających zachowań zwierząt.
Pierwszy sezon tego duńskiego serialu obejrzałam dawno temu, niewiele z niego pamiętam oprócz tego, że był ciekawy. Teraz przyszedł czas na kolejny, któremu nadano tytuł: „Zabawa w chowanego”. Owa zabawa w chowanego, którą wszyscy znamy z dzieciństwa jest tu mrocznym aspektem kryminalnej historii.
W 1992 roku na wycieczce szkolnej jeden z jej uczestników znajduje w lesie zwłoki dziecka ułożone w gałązkach ułożonych na kształt ptasiego gniazda. W latach nam współczesnych pojawia się podobna zbrodnia, a jednocześnie rodzice zamordowanej dwa lata wcześniej córki czekają na wyniki apelacji. Do akcji wkracza policjantka i śledczy. Ten ostatni, przybywa przypadkiem z Hagi. Oni oboje coś kiedyś razem – więc jest też minimalistyczny aspekt romantyczny.
Sześć odcinków. Każdy buduje opowieść o tym, jak dzieciństwo i w nim przechodzone emocje mogą wpłynąć na to, co będzie się działo w dorosłym życiu. Fajnie zagrane i wciągające na niedługie majowe wieczory.
Zdjecie: filmweb.pl