KSIĄŻKA „WYGON”

Amy Liptrot, autorka książki, dorastała na farmie na Orkadach. Studiowała w Edynburgu. Przez dziesięć lat mieszkała w Londynie. Po tym czasie, uzależniona od alkoholu, wróciła w rodzinne strony szukając uzdrowienia. Książka „Wygon” to autobiograficzny opis jej doświadczeń. Na jej podstawie powstał film „The outrun”.

Czytając tę wyjątkową książkę uparcie próbowałam wymazać z pamięci wizerunek autorki widziany wcześniej w internecie, bo chciałam widzieć ją w postaci doskonałej filmowej roli Saoirse Ronan, która bardziej pasowała mi do Rony (takie imię Liptrot nadała sobie w książce).

Książka „Wygon” – jak dałam się w to wciągnąć.

Pamięć podsuwała mi obrazy zapamiętane z filmu – owa przepiękna rozległość, prawdziwe, niczym niezakłócone kolory ziemi, brunatne skały, szare morze i niebo, ciemnozielone wodorosty. Ale opowieść, którą snuje Rona w książce pobudza moją wyobraźnię. Podąża ona dalej, ku jakiejś bezkresności. Wyobrażam sobie wiatr, słony smak bryzy na twarzy. Sprawdzam w internecie wszystkie miejsca, które bohaterka wymienia, gdy po odwyku jedzie z Londynu  pociągiem, a potem płynie promem do domu, na Orkady. Inni pasażerowie pociągu wysiadają w Peterborough, Durham, Newcastle, ale ja” jadę” dalej z Roną na północ. „Za Berwick-upon-Tweed do wagonu wpada snop światła, a niebo i morze nagle się otwierają.” Jesteśmy w Szkocji, a za Edynburgiem przekraczamy most kolejowy Forth Rail Bridge i przejeżdżamy przez Dundee. Później przesiadamy się na prom. Razem z Roną nakładam na siebie kolejne warstwy ubrań i „obserwuję” zmieniający się krajobraz. Dla mnie także niebo staje się w tej podróży coraz większe. Daje się zahipnotyzować, czuję coraz większa potrzebę zobaczenia tego wszystkiego na własne oczy, skonfrontowania tego, z tym, co sobie wyobraziłam.

Innym razem kołyszę się na małej łódce płynąc od jednej do innej niezamieszkanej wyspy na najdalszych na północ częściach Orkad – tak jak Rona pracując dla Królewskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Dowiaduję się wiele ciekawych rzeczy o nieznanych, szkockich wyspach. Podobnie jak Rona marzę, aby je odwiedzić. Przeglądam na mapach Google większość wymienianych przez autorkę miejsc. Czuję się coraz bardziej z nią zżyta. Nocą spoglądam w niebo i myślę, jak fajnie byłoby zobaczyć Wesołą Tancereczkę. Wyobrażam sobie niesamowite wycie fok.

Na Orkadach Rona pomaga tacie na farmie. Naprawia groble i sama próbuje się na powrót poskładać. Buduje własne wały obronne i za każdym razem, gdy przetrzyma chęć napicia się alkoholu, umacnia nowe połączenia w mózgu. Pomaga ojcu również przy owcach.

Podczas pory kocenia zmieniam się po części w troskliwą położną, a po części w bezlitosnego eugenika. Owce mają tylko dwa wymiona, więc jeśli urodzą się trojaczki, jedno jagnię trafia do matki „zastępczej”, jak to nazywamy, chociaż tak naprawdę jest to raczej przymusowa adopcja. Czuję się jak lekarz w latach pięćdziesiątych, kiedy ustawiam obok siebie w rządku troje jagniąt i wybieram największe do oddania innej matce. Zaczyna się kocić owca, która ma urodzić jedynaka. Zaraz po urodzeniu zostaje zanurzony w wiadrze ciepłej wody wraz z nowym przyrodnim bratem. Następnie przez chwilę trzyma się obie sztuki razem w krwawej mieszaninie wody, łożyska i płynów, żeby nabrały tego samego zapachu, zanim przystawi się je do wymion. Czasami podrzutek zostaje zdemaskowany i odrzucony, ale w większości przypadków oszustwo się udaje.

„Wygon” – skarbnica wiedzy o Orkadach.

Książka „Wygon” jest nafaszerowana mnóstwem ciekawostek. Zarówno tych dotyczących współczesnego, dość surowego życia na wyspach, jak i dawnych dziejów.

Mieszkańcy Orkadów od tysiącleci wykorzystywali wieloryby na różne sposoby. Podczas wykopalisk na terenie liczącej pięć tysięcy lat osady Knap of Howar na wyspie Papa Westray wydobyto młot z wielorybiej kości. Jedna z teorii na temat neolitycznych zabudowań w Skara Brae głosi, że z powodu braku wystarczającej ilości drewna mieszkańcy robili z żeber wielorybów krokwie dachowe, a na nich rozciągali zwierzęce skóry i być może pokrywali konstrukcję od zewnątrz warstwą torfu. Pod szkieletem o długości równej wzrostowi dwóch mężczyzn można było zbudować ciepły dom, osłonięty niczym serce w klatce piersiowej.

14 marca 1955 roku, na krótko przed wiosenną równonocą, kiedy wiatry są silne, a fale wysokie, sześćdziesiąt siedem wielorybów utknęło na brzegu w Point of Cott na wyspie Westray, najprawdopodobniej w wyniku złych warunków pogodowych. Staram się wyobrazić sobie ten widok i emocje, jakie zapanowały na lądzie w związku z nieoczekiwanym wydarzeniem. 7 grudnia 1994 roku, czyli w czasach, kiedy wieloryby postrzegano już raczej jako cel ochrony niż polowań, na plażę w zatoce Backaskaill na wyspie Sanday trafiło jedenaście kaszalotów. Zmarły o świcie następnego dnia.

Dużo w książce jest również zwierzęcych bohaterów, między innymi fok oraz najrozmaitszych ptaków zamieszkujących Orkady. Podczas, gdy w filmie głównym ptasim bohaterem jest derkacz. John Clare w wierszu „Derkacz” opisuje fenomen tego ptaka, którego można usłyszeć, ale bardzo trudno zobaczyć, jako „fantazję wszędobylską” oraz „żywą wątpliwość”.

Rybitwy popielate pokonują najdłuższą drogę spośród wszystkich ptaków wędrownych: z Antarktydy na Papa Westray, przelatując w sumie niesamowitą odległość kilkunastu tysięcy kilometrów. Miejscowa ludność twierdzi, że rybitwy powracają wraz z „pierwszą mgłą majową”. Rybitwa popielata co roku przeżywa dwie pory letnie i widzi więcej światła dziennego niż jakiekolwiek inne stworzenie na naszej planecie.

Na Eday, gdzie nie ma derkaczy, Rona słucha o tym, jak rybacy na wyspach nie chcieli uczyć się pływać, żeby szybciej utonąć, gdyby ich łódź się rozbiła.

Anne nigdy nie widziała ośmiornicy, ale Douglas potwierdza, że występują w wodach Orkadów. Wchodzą do wiklinowych klatek podczas polowania i wstrzykują krabom truciznę, która powoduje, że ich ciało rozpada się na miazgę w skorupie. Ośmiornice są tak sprytne, że potrafią dopaść krabów, zanim Douglas dotrze na miejsce, zjeść je, zostawiając mu same skorupy, a następnie wyjść z klatki i uciec.

„Wygon” – ogromna walka o siebie na tle oszałamiającej przyrody.

Rona pielęgnuje w sobie odwagę i śmiałość. Zastanawia się, jak postępowali ludzie w przeszłości, myśli o starożytnych festiwalach i obchodach zmian pór roku. Szuka nowych zaklęć, które podniosłyby ją na duchu późną zimą, kiedy wiatr zmienia kierunek, wiecznie wiejąc w twarz, niezależnie od tego, w którą stronę się idzie. Próbuje „wypić” te chwile na wyspie, bo wie, że będzie jej ich brakowało, kiedy wyjedzie. Zmarnowała zbyt wiele czasu.

W chwilach uniesienia, upojona świeżym powietrzem i wolnością na wzgórzu, studiuję moją osobistą geologię. Moje ciało jest kontynentem. W nocy działają różne siły. Mam bruksizm i zgrzytam zębami przez sen, jak gdyby to były płyty tektoniczne. Kiedy mrugam, słońce migocze, mój oddech popycha chmury po niebie, a fale rozbijają się o brzeg w rytmie mojego serca. Błyskawice uderzają za każdym razem, gdy kicham, a wraz z orgazmem nadchodzi trzęsienie ziemi. Przylądki wysp wznoszą się nad morzem, podobnie jak moje kończyny w wannie, moje piegi to kamienie milowe, a łzy płyną niczym rzeki. Moi kochankowie są jak płyty tektoniczne i kamienne katedry.

Naprawdę pięknie się to czytało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top