Spektakl „Cząstki kobiety” to historia Mai, której tuż po domowym (świadomy wybór) porodzie umiera dziecko. W kontekście straty piszę przede wszystkim o niej, bo jej mąż, mimo, że uczestniczy we wszystkim, w czym może od początku do końca, ma w tym spektaklu dość marginalne znaczenie.
Na podstawie sztuki, do której scenariusz napisała Kata Wéber został nakręcony i wyreżyserowany film, pod tym samym tytułem, o którym piszę tutaj.
Po tragicznym zdarzeniu Maja jest w oczywistej żałobie, na którą różnie reaguje jej rodzina.
To, co się stało, jest tematem tabu, z którym w odmienny sposób radzą sobie poszczególne osoby z różnych klas społecznych. Fabuła jest trochę inaczej rozłożona niż w filmie, ale kulminacyjną, długą, wstrząsającą i wściekle intymną sceną porodu zaczyna się zarówno spektakl, jak i film.
Justyna Wasilewska w roli Mai nie przekonała mnie tak, jak Vanessa Kirby w filmie. Wasilewska ma jakąś manierę, która powoduje, że każda grana przez nią rola jest taka sama, jakby lekceważąca.
Jednak generalnie siłą tego spektaklu są wszystkie postacie kobiece i są głosem bardzo wielu kobiet, których marzenia zostały nagle zmiażdżone. I to nie tylko przez utratę dziecka. One wszystkie muszą się nauczyć żyć na nowo i życiem cieszyć.
Premiera sztuki odbyła się w TR Warszawa 13 grudnia 2018 roku.
Spektakl „Cząstki kobiety”. Reżyseria Kornél Mundruczó. Dostępny na vod.tvp.pl.
zdjęcie: teatrtv.vod.tvp.pl