„MAESTRO NA WYSPIE” – sezon trzeci

Z podobną jak przy poprzednich dwóch sezonach przyjemnością obejrzałam trzeci (finałowy) sezon serialu „Maestro na wyspie”. Pora na podsumowanie, w którym nie mogę zaprzeczyć niczemu, o czym pisałam po pierwszym i drugim sezonie, bo trzeci trzyma poziom i nie traci niczego ze swej wyjątkowości i przyciągania.

To od początku do końca połączenie kryminału, romansu i dramatu psychologicznego z wakacyjną, idylliczną lekkością w tle.

To serial o współczesnym, również naszym świecie. Sporo w nim trudnych tematów takich jak „niewłaściwa”, nieakceptowana miłość, przemoc domowa, homofobia itd. Wielowątkowe historie pokazane są z różnych stron, a wplątywanie w nie urywków z innej osi czasowej powoduje, że nic w tym serialu nie jest oczywiste.

Na małej wyspie na Morzu Jońskim, w niewielkiej społeczności, w której wszyscy wszystko o sobie wiedzą, dzieją się nieakceptowalne rzeczy: przemocowi mężczyźni, którzy biją swoje żony, toczą się nielegalne interesy i „pierze się brudne pieniądze”, próżno też szukać tolerancji dla jakiejkolwiek odmienności i to nie tylko u niewykształconych, być może odrobinę prymitywnych ludzi, ale również u osób na wyższych stanowiskach i wydawać by się mogło bardziej świadomych.

Tylko cienka linia jest między dobrem, a złem – to, o czym niby wszyscy wiemy, boleśnie uświadamiają sobie na własnej skórze bohaterowie serialu.

Co poruszało mnie w nim szczególnie to specyficznie, jednocześnie, w tym samym momencie pokazane warstwy: w jednej piękne emocje zrodzone z pasji do muzyki czy z innych wspaniałych uczuć, a z drugiej prawdziwe dramaty ludzi, strach i zagubienie. Z jednej strony festiwal, który zostaje w kolejnym roku przywrócony do życia, a z drugiej – człowiek, który staje na skraju utraty życia.

Jest w serialu również grecka teatralność, która w tym wypadku jest też ogromnym atutem i nie wprowadza do niego ani grama sztuczności. Pasuje tu jak ulał. Poza tym wspaniała gra aktorów, w zdecydowanej większości nieznanych na popularnych planach filmowych. Chemia, która jest między Kleilą i Orestisem jest magnetyczna i wręcz uwodzi widza. Podobnie uwodzą przepiękne wyspiarskie widoki i turkus Morza Jońskiego, a także niesamowita muzyka – to wszystko podane w odpowiedniej dawce. A rola wspaniałej Haris Aleksiju jest nieoceniona – ze swoją urodą, charyzmą i ogromnym talentem muzycznym jest niekwestionowanym atutem.

Żal się rozstawać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top