Film z 2023 roku produkcji koreańsko – amerykańskiej. Dwójka przyjaciół z dzieciństwa spędzonego w Korei Południowej, Nora i Hae Sung, po ok. 20 latach braku kontaktu, spędza ze sobą kilka dni w Nowym Jorku. Nawiązują kontakt przez media społecznościowe i ostrożnie podchodzą do tej odświeżonej po tak wielu latach relacji. Ona ma kochającego i kochanego męża, on jest singlem.
Nora stała się obywatelką świata, a Hae Sung jest ciągle bardziej związany z koreańską kulturą, ale gdy się spotykają odnajdują wspólny język dzieciństwa. Dużo w nim bólu i żalu za straconymi szansami i z powodu niespełnienia.
Wielka miłość bywa pokazywana na ekranie w sposób tandetny lub stereotypowy. Tutaj jest zatrzymana na innym poziomie, tak, jakby w domyśle lub tylko podejrzeniach, pokazana jedynie w gestach i spojrzeniach dwójki bohaterów. Nabiera tu zupełnie innej wartości.
Ten film jest po prostu zaczarowany. O niebanalnie pokazanych uczuciach. Wyjątkowy. Kilka perełek w dialogach. Obrazy, słowa, klimat. Ten ostatni zawdzięcza pewnie temu, że to amerykańsko – koreańska koprodukcja. Momentami kojarzył mi się z innym przepięknym filmem, który widziałam wiele lat temu: „Spragnieni miłości” albo trochę później: „Przed wschodem słońca”, a momentami z książką „Spóźnieni kochankowie”. Niekomercyjny film dla koneserów kina.
In yun to koreańskie przekonanie, że spotkanie dwóch osób lub okoliczności nie jest przypadkowe, ale ma swoje korzenie w przeszłych doświadczeniach lub przeznaczeniu.