Chloe Danton to brytyjska doradczyni polityczna i specjalistka ds. polityki zagranicznej. Przez ponad 10 lat pracowała w brytyjskim parlamencie oraz Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów. Książka „Jak wychować zająca” to jej debiutancka powieść. Być może jej powstanie samą autorkę zaskoczyło, bo raczej głębsze obcowanie z naturą nie mieściło się w jej grafiku.
W czasie pandemii, uwielbiająca dynamikę londyńskiego życia Chloe Danton zmuszona jest pracować w domu na wsi. Położonym gdzieś wśród łąk i lasów. Pewnego razu, podczas jednego ze spacerów, znajduje w trawie maleńkiego, niedawno urodzonego zajączka. Słusznie nie zbliża się do niego, nie próbuje go dotykać, aby nie pozbawić go szansy na znalezienie i przygarnięcie przez matkę. Jednak po paru godzinach zajączek dalej siedzi samotnie w tym samym miejscu. Jest narażony, a raczej skazany na atak drapieżników. Chloe postanawia go zabrać podejrzewając, że jego matka nie żyje. Zajączek zamieszkuje od tego czasu dom i ogród, a kobieta oprócz karmienia go odżywką z butelki, stara się zupełnie nie ingerować w jego życie i zachowania. Celowo nie nadaje mu imienia, co wg niej ułatwi jej nieprzywiązywanie się do zwierzęcia. Oczywistym jest to, że zajączek pewnego dnia odejdzie do natury i rozpocznie dorosłe życie.
Tak rzeczywiście się staje. Jak się później okazuje, zajączek jest tak naprawdę zajęczycą. Pewnego dnia przeskakuje murek okalający ogród Chloe i biegnie na łąki. Jednak zaskakuje swoją opiekunkę, ponieważ po niedługim czasie wraca i robi to później wielokrotnie. Rodzi w międzyczasie swoje mioty zajączków, które też mają swoje ulubione miejsca w domu i ogrodzie Chloe.
„Jak wychować zająca” – ważny głos w sprawie Lepus europaeus
Książka „Jak wychować zająca” opowiada o niezwykłej relacji kobiety z dzikim zwierzęciem. Jest jednak przede wszystkim manifestem autorki, prośbą o pochylenie się człowieka nad losem tych najmniejszych, którzy tak bardzo zależni są od naszego gatunku. Chloe pewnego dnia znajduje w polu zwłoki młodocianego zająca – po części sproszkowane, wypatroszone, wgniecione w ziemię. Trochę dalej płoszy jeszcze młodszego zajączka z krwią na zadzie i ogonie. Przygląda się bardziej uważnie żniwom. Po polu ziemniaków jeździ para ogromnych traktorów – jeden ciągnie żniwiarkę, a drugi dużą przyczepę. Maszyna wydłubuje oblepione glebą ziemniaki, wsysa je do środka, przepuszcza przez sieć, która oddzielała kłącza i opuszcza za pośrednictwem taśmociągu do przyczepy. Wlecze za sobą grzbiety i bruzdy przepuszczonej przez swoje wnętrzności ziemi. Widok ten potęguje w Chloe poczucie bezradności po śmierci zajączka. Zastanawia się, ile takich stworzeń czy gniazdujących na ziemi ptaków zostało zmiażdżonych bezlitosnymi maszynami.
Od wieków wyrządzamy krzywdę zwierzętom niszcząc ich siedliska i je same. Podczas, gdy dążymy do efektywności ekonomicznej, kurczą się zasoby natury. Nasz system wartości jest wypaczony, a cenę za to płacą najsłabsi – w tym wypadku zwierzęta. W dzisiejszym świecie ochrona przyrody skupia się na ratowaniu dużych zwierząt, a zapomina o tych najmniejszych.
Można przecież prowadzić zrównoważone metody pozyskiwania żywności, inaczej zarządzać obszarami leśnymi, aby na przykład pomieścić zające, które wykorzystują kurczące się drzewostany jako siedliska i osłony przed niebezpieczeństwem, stworzyć rozproszoną roślinność drzewiastą, w której zające znajdowałyby pożywienie i chroniły się przed maszynami rolniczymi. Można, tylko trzeba pomyśleć.
Z tej opowieści wyłania się inny, niż powszechnie znany czy pochopnie oceniany przez człowieka szarak. Szalony jak marcowy zając? Wcale nie. Łagodny, wierny i stały jak zając. „…symbol przemijalności życia i jego ulotnej chwały oraz naszej zależności od natury i jej beztroskiego niszczenia przez nasz gatunek.”
Znaleziony przez Chloe zajączek zmienia ją samą. Oby książka „Jak wychować zająca” stała się ważnym i słyszalnym głosem tych sympatycznych futrzaków.
Podczas gdy wcześniej szukałam wyjątkowych doświadczeń i porównywałam się z innymi, teraz czerpię otuchę z tego, że przez proces odkrywania samej siebie przeszły wcześniej miliony innych i że w znajdowaniu pociechy i inspiracji w naturze nie ma niczego oryginalnego. Wszyscy mamy dostęp do natury, być może jest to nasze jedyne prawdziwe wspólne dziedzictwo i źródło nadziei na odnowę w naszym pełnym stresów życiu. Kiedy walczymy o przestrzeń na tej planecie, o pozycję, miejsce i nazwisko, kiedy zadręczamy się z powodu naszych potknięć i pobłądzeń, kiedy odczuwamy kruchość naszych nadziei i wszystkiego, co jest nam drogie, myślę o zajęczycy, stąpającej tak lekko po ziemi i szukającej schronienia podczas wichury. Nie jesteśmy od niej aż tak bardzo różni. Jeśli nie osiągniemy wszystkiego, na co się nastawiliśmy, albo wiatr w oczy okaże się silniejszy od naszych pragnień, my również możemy się na chwilę położyć, popatrzeć na błyszczącą od rosy trawę i zregenerować siły.
Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej o zwierzęcym bohaterze tej książki odsyłam do strony: https://www.chloedalton.uk/raising-hare