Kolej podziemna to nazwa prawdziwego szlaku ucieczki zbiegłych amerykańskich niewolników – Afroamerykanów. Kolej jest w serialu słowem umownym. Niektórzy z nich rzeczywiście przemieszczali się koleją, ale Underground Railroad w rzeczywistości to sieć: osób pomagających uciekinierom (zbiegłych niewolników, białych, wolnych Amerykanów, często narażających swoje życie), ich domów i całych organizacji, które w tym uczestniczyły. Szlakami Underground Railroad przerzucano ludzi z południa na północ, w większości do Kanady. Serial „Kolej podziemna” opowiada o przerażających przeżyciach niewolników, a kolej pod ziemią jest potraktowana tu dosłownie. Podziemia, których zwykle się boimy albo źle nam się kojarzą, tu dają nękanym ludziom bezpieczną przystań.
Niewielkie białe pomponiki plantacyjnej bawełny na niskich krzakach kontrastują z bardzo ciemnymi dłońmi, które je zbierają. To dłonie większe i drobniejsze, starsze i całkiem młode. Afrykanów porwanych, przewożonych na plantacje, zmuszanych do ciężkiej pracy, zniewolonych, torturowanych za najmniejszy objaw nieposłuszeństwa i obdartych z godności.
Temat niewolnictwa przerabiany w kinie wielokrotnie, serial „Kolej podziemna” wynosi na zupełnie inny poziom.
Już w pierwszym odcinku składającego się z dziesięciu części serialu poznajemy Corę, młodą dziewczynę, która na plantacji się urodziła. Żyje w przekonaniu, że jej matka uciekła zostawiając ją. Za namową innego z niewolników – Ceasara, dołącza do niego w wielce ryzykownej ucieczce z plantacji. Jej towarzyszowi nie udaje się przeżyć tego, co Cora w kolejnych odcinkach i tu pojawia się pytanie, czy to dobrze czy źle. Los dla dziewczyny jest tak okrutny, że często nasuwało się pytanie, czy nie lepiej po prostu szybko zginąć. I nie doświadczać takiego ogromu cierpienia, poniżenia, obłędnego strachu.
Cora ucieka, a tropi ją łowca niewolników Ridgeway (jakże jaskrawo odmienna jest rola Joela Edgertona od tej, którą oglądałam w filmie „Sny o pociągach”) . I jest w tym bezwzględny i nieustępliwy. Towarzyszy mu dosłownie wierny jak pies – paradoksalnie – ciemnoskóry chłopiec. Przerażający w swojej roli.
Serial to rozległa panorama losów Cory. Ale nie tylko. Dowiadujemy się bowiem, że jej tropiciel ma swoją skomplikowaną historię. I takich historii – kilku innych postaci (między innymi matki) jest jeszcze kilka.
Ciekawą „bohaterką” serialu jest również okra. Podłużny, podobny do cukinii owoc, który można jeść w każdej postaci. Jego nasionka podobne są do ziaren pieprzu. I one kojarzą się głównej bohaterce z czymś dobrym, bezpiecznym, swojskim, jak przytulny kąt w domowym zaciszu lub pyszne danie gotowane na domowej kuchni. Przypominają matkę. To one, zawinięte w szmatkę towarzyszą Corze i wiele razy dają jej nadzieję albo stanowią motywację do dalszej walki.
W serialu czuć realizm magiczny. Oprócz opowieści, zdarzeń, faktów niektóre rzeczy się wydają albo śnią. Dopiero później dowiadujemy się co było rzeczywistością, czy co na co wpłynęło. Niektóre ze scen to specyficzne obrzędy.
Takie historie działy się kiedyś i tak naprawdę się nie skończyły. Niewolnictwo – na innych poziomach, w innych strukturach na całym świecie nadal trwa.
Mimo tak smutnego, wstrząsającego tematu trzeba nazwać serial pięknym. To ostatnie widać w sposobie filmowania i niewiarygodnych zdjęciach.
Serial „Kolej podziemna” dostępny jest na platformie Prime.
Zdjęcie: filmweb.pl