Film „Dobry chłopiec” wyreżyserował Jan Komasa i zrobił to doskonale. Jednak jego obsadę stanowią w istotnej dla filmu większości brytyjscy aktorzy.
Tommy u progu dorosłości prowadzi hulaszcze życie. Narkotyki, alkohol i inne substancje w nielimitowanych ilościach. Jest zuchwały, pewny siebie i w sobie zakochany. Również brutalny, pogardliwy, butny, lekkomyślny i bezlitosny. Któraś noc, podczas której ostro zabalował, kończy się dla niego czymś, co zupełnie, ale stopniowo, odmieni jego życie. Zostaje porwany i budzi się w piwnicy z łańcuchem na szyi. Porywaczem jest ojciec i mąż – członek dysfunkcyjnej, żyjącej na odludziu rodziny, która ma jakąś tajemnicę i której odkrycie scenarzyści powierzyli widzowi.
Tommy zmuszony jest do resocjalizacji, która zatacza bardzo kontrowersyjne kręgi. Chociaż te ostatnie, w bardziej dosłowny sposób, poszerzają się wraz z tym, jak łańcuch na jego szyi się wydłuża. Ma stać się dobrym chłopcem.
Tylko co w tym przypadku oznacza słowo „dobry”? Czy to taki ktoś, kto żyje przyzwoicie i szanuje innych i otoczenie? Czy też ten, który funkcjonuje tak, jak ktoś mu nakazał, który jest po prostu posłuszny.
Cała ta historia jest bardzo wyrafinowana. I mocno oddziałuje na zmysły, generuje spore emocje. A jej ogromną siłą jest doskonałe aktorstwo. Anson Boon w roli Tommy’ego jest wręcz magnetyczny w swojej zuchwałości. Stephen Graham jest także doskonały w swojej roli patologicznego moralisty. A Andrea Riseborough w roli Kathryn będzie mi się śnić po nocach.
Niby w miarę oglądania można przeczuwać do czego to wszystko doprowadzi, a jednak zakończenie zaskakuje.
Film „Dobry chłopiec” na razie dostępny tylko w kinach.
Polecam bardzo ciekawą rozmowę z Ansonem Boonem.
Zdjęcie: filmweb.pl