Jeszcze zanim film „Ministranci” pojawił się na ekranach, oglądałam jakiś wywiad z Piotrem Domalewskim, czyli reżyserem i autorem scenariusza. Opowiadał wtedy o różnych swoich projektach oraz właśnie o tym filmie. Pan Piotr był w tej rozmowie pełen pokory, lekko wycofany, skromny. Od razu miałam przeczucie, że film „Ministranci” będzie wyjątkowy. I taki jest.
Czterej dwunasto- i czternastoletni chłopcy z jednej szkoły, trzymają się razem. Filip, Gucci, Kurczak i Mały Kurczak. Od pierwszych scen wiadomo, że odstają od innych. Nie szczycą się agresją, okrucieństwem oraz stają w obronie słabszych i skrzywdzonych. Ale bez zbytniego patosu. Wszyscy czterej są również ministrantami. Kiedy przypadkowo odkrywają w kościele oszustwo, a konkretnie kradzież, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Zakładają w konfesjonale kamerę i mają plan – wyrównać rachunki, pomoc potrzebującym, wymierzyć sprawiedliwość. Mali superbohaterowie mają swoją idealistyczną interpretację nauk kościoła i Pisma Świętego. W zderzeniu z ponurą rzeczywistością ich plan, na dłuższą metę, musi się posypać.
W role czwórki przyjaciół wcielili się bardzo dobrzy młodzi aktorzy. A już Tobiasz Wajda w roli Filipa, z jego smutnymi oczami i ogromną dojrzałością emocjonalną, skradł moje serce. Ten film – oprócz spraw kościelnych jest też w dużej mierze, a jeśli nie przede wszystkim o dziecięcej samotności. Dorośli (oprócz dwóch księży) są tylko tłem opowieści. Bolesnym akcentem tego osamotnienia.
Film „Ministranci” wnosi powiew świeżości do polskiego kina. Ma świetnie napisane, autentyczne dialogi, niebanalny humor, no i przesłanie – bez często spotykanego nadęcia. Brawa dla pana Domalewskiego.
Film „Ministranci” jest jeszcze wyświetlany w pojedynczych kinach. I jest już dostępny na platformie Prime.
zdjęcie: filmweb.pl