Książka „Widnokrąg” Wiesława Myśliwskiego to raczej nie powieść, tylko dzieło sztuki. Wielowymiarowe, wielowarstwowe, pełne głębokiego sensu, ale też niedopowiedzeń. Mam takie smutne przeczucie, że takie książki już nie powstaną. Jeśli autor odejdzie, nikt nie będzie już w stanie stworzyć takiej prozy.
Czasy tuż po drugiej wojnie światowej. Prowincja sandomierska i rzeczywistość widziana oczami kilkuletniego i później kilkunastoletniego chłopca. Może słowo „później” nie jest tu właściwe, bo narracja przeplata się czasowo. Owo przyglądanie się małego Piotrka ograniczane jest widnokręgiem – tym dosłownym i również przenośnym. Czułe, ale momentami też krytyczne i zaskakująco dojrzałe spojrzenie na otoczenie. Na rodzinę, a w niej kilka pokoleń. Na ojca, matkę, babcię i dziadka, wujków i wujenki, z którymi w tamtym czasie spędza większość swojego dzieciństwa. Jego myśli, a czasem nieśmiało wypowiadane komentarze często pozbawione dziecięcej naiwności, podpowiadają, że książka pełna jest autobiograficznych wątków autora.
Cała ta opowieść przesiąknięta jest mądrościami na filozoficznym poziomie. Jednak nie tylko. Te najczulsze i szczególnie ujmujące utrzymują się na poziomie prostych monologów i dialogów niewykształconych ludzi z otoczenia chłopca. Kiedy matka ubiera siebie i syna na pogrzeb ojca, martwiąc się o brak stosownego stroju, wypowiada takie zdanie:
Ubranie z bólu nie wyręczy.
Albo, gdy wieś żegna starego burmistrza, który wzbudzał poważanie, ale przede wszystkim wielki strach:
… burmistrz, bo też może będzie chciał jeździć na koniu. Podejrzewał jednak wujek, że w gminie muszą coś wiedzieć, tylko boją się wiedzieć i dlatego nie wiedzą.
Bohaterami „Widnokręgu” są ludzie, ale i zwierzęta. Ich wspólne, codzienne sprawy w trudnej, powojennej, wiejskiej rzeczywistości. Narodziny, życie, przemijanie, choroby, śmierć. Dramaty i proste radości.
Historia psa Kruczka i wujka Władka, który za cel życiowy obrał sobie znalezienie sprawcy wybicia oka kundelkowi. Panny Ponckie, potępiane przez społeczność z powodu zawodu, jaki uprawiają i z którymi w najbliższym sąsiedztwie prawie wychowuje się mały Piotrek – opisane aż gęstym od emocji, zmysłowym, ale tak dalekim od współczesnej narracji językiem. Są tematem na odrębną opowieść. Te i wiele innych małych wielkich spraw.
„Widnokrąg” to mistrzostwo gawędziarstwa i subtelności. I mimo wielu powtórzeń, które wpisują się w tej opowieści w styl autora szczególnie mocno, książka (a przecież jest to bardzo obszerne dzieło) się nie nudzi. Oczywiście tym, którzy doceniają to, że ktoś potrafi używać tak pięknych zdań i każde słowo dobiera z taką starannością.
Sama ścieżka, którą idziemy przez życie jest istotniejsza, niż cel.
Bo cóż ważniejsze jest od słów, wszystko się ze słów bierze, i nawet najkrwawsza bitwa toczy się o słowa, które po niej zostaną.
Tylko nie idź za szybko… Drugi raz już nie zrobisz tego samego kroku.
Od najmłodszych lat … trzeba się do dobrego przyzwyczajać, bo potem na byle co się człowiek godzi.
Tylko że w zgodzie to jakby mniejsza strata. Jedno drugie pocieszy. A nie pocieszy, to przynajmniej nic nie powie. A powie, to potem żałuje. W zgodzie złość to ćwierć złości.
Na podstawie książki powstał spektakl „Widnokrąg”, w reż. Michała Kotańskiego (Teatr Żeromskiego w Kielcach).