KSIĄŻKA „PUREZENTO” JOANNY BATOR

Książka „Purezento” Joanny Bator smakuje umami. Otworzyłam jej pierwsze strony będąc w znajomym, oswojonym otoczeniu. Ale bardzo szybko przeniosłam się w inne miejsce. Zupełnie wizualnie i kulturowo odmienne, a zarazem dziwnie znajome. To Tokio i jego dzielnica – Ōokayama. To kraina, gdzie w porze deszczowej robi się tak wilgotno, że ryby przepływają w powietrzu ze stawu do stawu. Byłam w niej kilka cudownych godzin. Ten czas podzielił się na parę części. Jedną spędziłam w pewnym domu.

Dom Pani Myōko budził się nocą. Zaczynałam przyzwyczajać się do pojawiających się po zmroku cieni i szelestów. Skrzypienia drewnianych ścian. Delikatnego wzdychania ziemi pod moim ciałem.

Znam takie domy.

W pracowni zmarłego męża Pani Myōko, właścicielki domu, przyglądałam się finezyjnej kintsugi, której uczył Mistrz Myō. Kintsugi to tradycyjna japońska sztuka naprawy potłuczonej ceramiki. Skleja się fragmenty lakiem żywiczym zmieszanym ze złotem, srebrem lub platynowym proszkiem. W ten sposób podkreślone „blizny” uwidaczniają historię przedmiotu. Wg kintsugi takie rzeczy są unikalne, mają duszę, dlatego są cenniejsze. Sztuka ta jednocześnie uczy akceptacji niedoskonałości, a w tym również własnych wad (filozofia wabi-sabi).

W przylegającym do domu ogrodzie, przyglądałam się tamtejszym roślinom i krzykliwym zielonym papugom przysiadającym na drzewie ginko. Przysłuchiwałam się odgłosom ptaka, który nie wymawiał „r” (klaklakał). Zastanawiałam się, czy ptaki mogą umrzeć w locie.

Gdyby ptaki umierały w locie, ludzie musieliby bacznie obserwować niebo. Każdy chociaż raz widziałby spadającego nagle wróbla czy gołębia.

Towarzyszyłam głównej bohaterce, bezimiennej Polce, nauczycielce polskiego i angielskiego, której Pani Myōko powierzyła opiekę nad swoim domem w Tokio. Uczestniczyłam w wielu, nietypowych czynnościach. Brałam jej kota Mushina, który wskakiwał do rowerowego koszyka i jeździłam z nim po pobliskich uliczkach i parku. Mushin był trochę jak człowiek i żywił się między innymi ryżem z krewetkami, warzywami i tofu lub rybą z bakłażanem.

Zawarłam wiele znajomości. Na przykład z młodym mężczyzną nagrywającym ginące dźwięki: stukot maszyny do pisania, czy odgłos ptaków, które tracą siedliska.

A w nocy przyjmowałam dziwnych gości z przeszłości głównej bohaterki – dawną przyjaciółkę z Polski, która „utknęła”, a potem zjawiła się jak żywa z kwiatem rumianku za uchem.

Przepadłam czytając tę książkę. Mimo tego, że jej styl nie jest wyrafinowany i pełna jest typowych, mało zaskakujących japońskich klisz, które każdy zna. Jednak jej język, tak obrazowy i płynny pozwolił mi przenieść się w tamte miejsca. Widzieć, czuć, wyobrażać sobie.

Książka „Purezento” Joanny Bator to przyjemna, pełna melancholii powieść. I powrót do tej tajemnej, zajmującej kultury, która jednocześnie pochyla się nad najprostszymi sprawami życia i świata. W której nie przedmiot, a ktoś dla kogoś może być prezentem.

– Interesuje mnie kształt wszechświata.

– Dlaczego?

– Myślę, że ludzie byliby spokojniejsi.

– Gdyby znali kształt wszechświata?

– Gdyby wszechświat miał dobry kształt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top