Książka „Tamte dzikie dni” ma nietypowego bohatera. Jest nim małe miasteczko w Luizjanie, na głębokim południu, nad Zatoką Meksykańską. Świadomie nazywam je bohaterem, bo dawno na takiego nie trafiłam. Jacknife jest bardzo znamienne i w swojej ponurej wyjątkowości ma ogromny wpływ na dosłownie wszystko, co się w nim dzieje. Na ludzkich bohaterów szczególnie. Oni są, jacy są dlatego, że właśnie w nim się urodzili i spędzili większość życia. Nikt nie chciałby wiązać z nim swojej przyszłości. Powietrze truje w nim chemicznymi oparami z pobliskiej fabryki, a woda w odnogach rzek ma zapach gnijących kwiatów w wazonie. Miasteczko, w którym niezależnie gdzie staniesz, zawsze jesteś blisko wody. Wokół same bagna, złowrogie mokradła, w których możesz spotkać rougarou. Jeśli będziesz się tam włóczyć, to coś podobnego do wilka czy dużego psa, „położy ciemną dłoń na twoich ustach i przytrzyma cię w martwych liściach”. To coś żyje na bagnach tak długo, że już przestało być człowiekiem. Jest wcieleniem „samych mokradeł w całej swej złowrogiej chwale” – stojącym na tylnych łapach i podążającym za tobą przez mrok do domu.
Dzieci w miasteczku Jacknife słyszały wiele takich opowieści. Wiedzą również, że prawdziwymi władcami mokradeł są aligatory. Co odważniejsi, a raczej ci najbardziej zdesperowani, polują na nie pływając łodziami, aby potem handlować ich skórą i mięsem.
Ale to nie bagienne potwory, ani aligatory są w Jacknife najgroźniejsze.
Pewnego dnia, przy brzegu brudnej odnogi rzeki, kołysze się ciało kobiety. Nie wiadomo czy popełniła samobójstwo, czy ktoś ją zabił. Cutter, bo tak miała na imię, była siostrą dwóch braci, którzy po udręce życia w patologicznej rodzinie, muszą sobie na świecie radzić sami. Potworne traktowanie dzieci przez rodziców, zostawiło w nich ślad. Teraz, już dorośli, żyją na uboczu, w rozwalającej się chacie, w ubóstwie i polują na aligatory, aby z tego procederu móc się utrzymać. Są wg mieszkańców miasteczka dzikusami, a wg samych siebie odmieńcami ze skórą tak twardą, jak u zwierząt, do których strzelają na bagnach.
Do miasteczka przyjeżdża Loyal – dziennikarka, która w Jacknife spędziła dzieciństwo. Rodzeństwo Labasque’ów oraz wiele osób z miasteczka znała ze szkoły. Z Cutter się przyjaźniła. Ale ta przyjaźń skończyła się urazą i zadrą. Loyal chce się zrehabilitować i rozwiązać zagadkę. Zwłaszcza, że lokalny szeryf ze swoją świtą zdaje się działać poza prawem.
Książka „Tamte dzikie dni” czaruje atmosferą dusznego miasteczka. Kołyszący się w powietrzu upał jest odczuwalny na każdej stronie. Trudne do pojęcia relacje rodzinne, a obok tego zdrada i lojalność, przesądy i proza życia, ta najciemniejsza, najbardziej mroczna. A w tle francuskojęzyczna, bogata tradycja Cajunów.
Tak na marginesie – polowania na aligatory to fakt. Głównie w południowo-wschodnich stanach USA (m.in. Luizjana, Floryda, Teksas, Missisipi, Georgia i kilku innych). Robi się to w celu kontroli populacji i tak, jak w książce pozyskuje się zarówno mięso, jak i skóry tych zwierząt. Sezony łowieckie są określone – najczęściej od sierpnia do listopada. Rodzeństwo Labasgue’ów zmuszone było do tego, aby się z terminami nie liczyć. Ale to inna historia.
Jeszcze na koniec ciekawostka, której się dowiedziałam po przeczytaniu książki. Chodzi o różnice między krokodylami, a aligatorami, czyli bohaterami książki „Tamte dzikie dni”. Aligatory są słodkowodne. Krokodyle żyją również w wodach słonych. Te pierwsze są mniejsze, mają szerszy pysk i ciemniejszą skórę. Te drugie mogą osiągać rozmiar ponad 6 metrów, ich pysk zwęża się, a ubarwienie jest jaśniejsze. Krokodyle są bardziej agresywne i drapieżne niż aligatory.