Bardzo długie, wspólne, zapewne dobre życie jej i jego. Pełne czułości i subtelnych relacji. Życie, które musi się skończyć. I nie tak jak w kinie, gdy są szanse na dobre zakończenie. Życie zazwyczaj kończy się bólem, cierpieniem, utratą. Film „Miłość” jest o… miłości. Prawdziwej. I prawdziwym oddaniu, które osiąga – może dla niektórych – kontrowersyjne rozmiary.
W tym filmie od początku wiemy, jakie będzie zakończenie – niepokojące. Bowiem w pierwszych scenach policja czy strażacy muszą włamywać się do mieszkania zaalarmowani pełnym niepokoju sygnałem zarządcy budynku.
Anne i George są emerytowanymi nauczycielami muzyki. Chodzą na koncerty muzyki poważnej i kibicują swoim dawnym uczniom. Na co dzień żyją w mieszkaniu w jakiejś francuskiej kamienicy, do którego przez otwarte okno czasem wpada gołąb i stukanie jego pazurków słychać na parkiecie w holu.
Pewnego dnia Anne, przy śniadaniu, doznaje udaru, który na pierwszy rzut oka nie wygląda szczególnie niepokojąco. Ale jego skutki okazują się jednak dramatyczne. Operacja i pobyt w szpitalu nie przynoszą pozytywnego rezultatu. Stan Anne się pogarsza.
George stawia czoła postępującej chorobie żony. Opiekuje się nią w domu i towarzyszy w coraz bardziej wymagających czynnościach. Bez zbędnych słów, patosu i wielkich słów. Po prostu jest. Anne jednak nie chce już tak żyć…
Po tych trzech kropkach z mojej strony już tylko nic. Podobnie jak cisza, jaka zapewne zapadła w kinach, po napisach końcowych, przeszło dekadę temu, kiedy to film wszedł na ekrany.
W rolach głównych legendy francuskiego kina: Emmanuelle Riva i Jean-Louis Trintignant. Piękne, wstrząsające role.
Film „Miłość” dostępny na platformie MAX.
Zdjęcie: filmweb.pl