Czasem tak jest, że oglądając jakiś film już po kilku minutach czuję, że to będzie coś niezwykłego. To się naprawdę sprawdza. Nie we wszystkich, ale w większości przypadków. Tak było tym razem. Kamera prześlizgiwała się po fałdach połyskującego, gładkiego, turkusowego materiału, a po ekranie przesuwały się powoli znaki abdżadu. I od razu poczułam, że film „Turkusowa suknia” będzie wyjątkowy.
Wieloletnie małżeństwo Mina i Halim prowadzą zakład krawiecki w mieście Sala, w Maroku. Halim jest wyjątkowo uzdolniony. Nie używa maszyn. Wszystkie stroje szyje i haftuje ręcznie. Przeważnie są to suknie dla bogatych marokańskich kobiet. Jego talent i precyzja powodują, że trudno mu zdążyć z realizacją zleceń na czas, dlatego zmuszony jest zatrudnić pomocnika. Do małżeństwa dołącza więc młody Youssef. O fabule nie chcę napisać nic więcej i mam swoje powody.
Film „Turkusowa suknia” to nagromadzenie wyzwalaczy różnych uczuć i emocji. Między innymi empatii i ogromnej powściągliwości. Zarówno w zachowaniach bohaterów, jak i w pokazaniu przez filmowców niełatwych tematów.
A wszystko to na tle przepięknych kolorów Maroka – strojów, tkanin, ozdób i wszelakich przedmiotów codziennego użytku. Mimo tak wymownych, pięknych ról głównych bohaterów i obawy, że umknie mi jakiś detal ich zachowania czy wyrazu twarzy, mój wzrok uciekał i z melancholią podziwiał scenografię. Czułam zapachy, słyszałam dźwięki – nawet te, których akurat w filmie nie było. Gorące wieczory, suszące się pranie nad wąskimi uliczkami, nawoływania muezzina, smak mocnej, słodkiej, czarnej herbaty i marokańskich potraw. Niezwykły nastrój.
Nie napiszę nic odkrywczego, bo to nasuwa się samo i pewnie wielu widzom – film jest misternie utkany. Tak, jak suknie, które szyje Halim. Od samego początku również wiadomo, że to będzie opowieść o trudnej miłości. I to nie jednej. Oraz o trudnych namiętnościach. Piękne szaty przecież zdobią w tej kulturze, ale również tak bardzo ograniczają.
I chociaż „Turkusowa suknia” w pewnym momencie stała się przewidywalna i zaczęłam domyślać się, co stanie się na końcu, to ta przewidywalność była tak piękna, tak w pełni domykająca to niezwykłe dzieło. Wspaniałe, hipnotyzujące kino. Z cudownymi rolami – przede wszystkim Lubny Azabal.
Marokańsko, francusko, belgijsko – duński film „Turkusowa suknia” dostępny na platformie MAX.
Inny piękny film, o którym piszę na tym blogu to „Nić widmo”. W nim praca jest też ogromną pasją, a akcja dzieje się również w świecie tkanin.
Zdjęcie: canalplus.com
Obejrzałam. Piękny film, ale zdecydowanie tylko dla wrażliwych. Malowniczy, klimatyczny obraz Maroka tylko tłem jest do głównego tematu filmu. Poruszone bowiem w filmie bardzo trudne ludzkie dylematy głęboko wzruszają i dają powody do zastanowienia się nad swoim życiem. Wtedy człowiek dochodzi do wniosku, że jednak jemu w życiu jest łatwiej. Ale niestety wokół nas są też inni ludzie , którym trzeba się czasem przyjrzeć, zrozumieć ich i zaakceptować. Jesteśmy przecież różni. I to jest piękne.