Zalipie – malownicza ozdoba Małopolski nie byłaby taka, gdyby nie pewna niezwykła, kobieca postać.
Felicja Curyłowa – królowa kwiatów i gwiazda sztuki ludowej.
Pani Felicja urodziła się w Zalipiu w 1903 roku i tam też zmarła w roku 1974. Stała się legendą polskiej etnografii i prawdziwą dumą Zalipia. Między innymi walczyła o przyłączenie prądu do swojej miejscowości. Jednak przede wszystkim malowała i tym malowaniem hojnie obdarzała otoczenie. To bliższe i to dalsze. Malowała kafelki, talerze, kubki i mnóstwo innych rzeczy. Na przykład bawialnię na statku Batory. Jednak wróćmy do Zalipia. Założyła Dom Malarek, który do dzisiaj jest barwnym centrum sztuki ludowej, w którym spotykają się mieszkańcy Zalipia i wspólnie malują i zdobią różnorakie przedmioty. Curyłowa przez większość życia oprowadzała turystów po swoim kolorowym domu. Ten zwyczaj przetrwał do dziś – w miejscowości jest kilka chat, w których gospodarze udostępniają wnętrza swoich gospodarstw zwiedzającym. Bowiem Zalipie to nie skansen, ale żywa miejscowość.
Dzisiaj dom pani Felicji czyli Zagrodę Felicji Curyłowej nadal mogą zwiedzać turyści.
Zalipie – kwietnie i kolorowo.
W Zalipiu zdobi się niemal wszystko – domy, stodoły, wnętrze kościoła, ule, ławki, Jednak nie na każdej chacie są malowidła. Te najbardziej kolorowe są rozproszone po całej wiosce. Dlatego to doskonałe miejsce na rowerową wycieczkę. Wsiadłam na rower w okolicach Opatowca, a konkretnie w Ujściu Jezuickim. Tam prostą i łagodną trasą rowerową wzdłuż Wisły, po kilkunastu kilometrach skręciłam w prawo i przez mało uczęszczane drogi – kilka kilometrów – dojechałam najpierw do Domu Malarek.
Reszta tekstu znajduje się pod galeriami zdjęć.
Z Domu Malarek pojechałam zobaczyć tamtejszy kościół.
I stamtąd do Zagrody Felicji Curyłowej.
Po śmierci pani Felicji domem opiekowała się rodzina. W drugiej połowie lat 70. jej bliscy sprzedali zagrodę Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego czyli Cepelii. Ostatecznie zagroda przeszła pod opiekę Muzeum Okręgowego w Tarnowie.
Dom, w którym mieszkała Curyłowa to tradycyjna chata z tamtego okresu i tamtych okolic. Składa się z tzw. izby czarnej, w której toczyło się codzienne życie. W niej się gotowało, jadło oraz spało. Drugie pomieszczenie to tzw. izba biała. Bardziej reprezentacyjna, więc w niej przyjmowało się gości i na przykład księdza, który przychodził po kolędzie. Oprócz tego w domu było pomieszczenie gospodarcze oraz stryszek.
W zagrodzie jest dostępna również chata Stefanii Łączyńskiej (1914 – 2005) – poetki i również malarki. Chata została przeniesiona tam z innego miejsca w roku 2018. Pasją Łączyńskiej było również malowanie kwiatów. Ale też wykonywanie różnych ozdób z papieru, folii, łusek szyszek czy słomy. Gospodyni malowała na różnych powierzchniach – wymalowane więc było u niej dosłownie wszystko. Podobnie jak Felicja Curyłowa, pani Stefania również chętnie przyjmowała u siebie gości i zwiedzających. Podobno z radością pozowała do zdjęć na tle swojej kolorowej studni, dumna ze swego barwnego gospodarstwa.
Na poniższych zdjęciach jeszcze jedna chata z zagrody. Przeznaczona była dla biedniejszych mieszkańców, którzy byli nastawieni przede wszystkim na przeżycie, a nie na sztukę. Ludzie mieszkali w niej wraz ze zwierzętami (krowa Kwiatula :)). Wnętrza były zapewne w tamtych czasach i z tamtej perspektywy skromniejsze, ale jak dla mnie – pełne melancholijnego uroku.
I jeszcze kilka zdjęć zalipiańskich zabudowań.
Jeszcze bardziej przeżywają takie obrazki Ci którym po latach takie wspomnienia odżywają. Zapachy i kolory, których teraz im tak dotkliwie brakuje. Jak dobrze wrócić do tych wspomnień.