Osoby cierpiące na choroby demencyjne przeżywają po wiele razy te same rzeczy, chwile. Jeżeli jest to coś miłego, sentymentalnego, to jest raczej jedyną dobrą, pozytywną konsekwencją takich chorób. Hiszpański film „Żyj dwa razy, kochaj raz” w jakiś sposób to pokazuje.
Emilio (Oscar Martínez) jest emerytowanym profesorem matematyki. Zrzędzącym, sarkastycznym i stroniącym od ludzi. Jedyną, aczkolwiek nie prostą relację, nawiązuje ze swoją rezolutną i bezpośrednią wnuczką Blancą (w tej roli bardzo fajna dziewczynka – Mafalda Carbonell). Twierdzi również, że zapomniał, iż ma córkę. To żart, ale przewrotny, ponieważ niedługo po tym dowiaduje się, że ma chorobę Alzheimera. Postanawia udać się w podróż, aby odnaleźć swoją wielką miłość z czasów nastoletnich. Spotkać ją, zobaczyć, zanim o niej zapomni.
Film może nie ma doskonałego scenariusza, a niektóre sceny są kręcone pod tzw. publiczkę. Ale dużo w nim serdeczności i humoru. Choroba Alzheimera jest pokazana delikatnie, nie epatując i oszczędzając widza. Ale to z pewnością dobrze, bo w dzisiejszych czasach chyba już większość z nas ma w rodzinie, wśród znajomych czy osób z bliskiego otoczenia kogoś, kto choruje na jakąś chorobę demencyjną. Wiemy, jak to jest, jak to wygląda naprawdę. A w filmie jest tylko pretekstem do pokazania romantycznej, ładnej historii, od której robi się ciepło na sercu.
Film „Żyj dwa razy, kochaj raz” dostępny na platformie Netflix.
O innym, ale już nie tak pogodnym filmie – „Strzępy”, poruszającym tematykę choroby Alzheimera piszę tutaj.
Zdjęcie: netflix.com