1 LIPCA – DZIEŃ PSA

Myślimy o nich na co dzień. Nie tylko dzisiaj. Tak często wracają w tak wielu wspomnieniach. Nasze rodzinne czy zaprzyjaźnione psiaki. Te, które są: Tajga, Yoda, Luka i Kluska oraz te, które odeszły (Wiki, Lampo, Zula, Moly, Dina, Smutek, Bazyl).

Często wspominam również to, jak to się u nas zaczęło, z naszą najlepszą kumpelką, przyjaciółką i towarzyszką – Wiki.

Kiedy ich zobaczyłam, pomyślałam, że mam jakieś takie nieporęczne łapki do tego, by zacząć się wspinać. Zbyt duże, żeby zmieściły się w kwadraty siatki tej schroniskowej klatki. A może nieproporcjonalne. Chciałam zrobić dobre wrażenie, zachęcające – no wiadomo. Ale też nie chciałam się połamać, okaleczyć – wtedy być może moje szanse drastycznie by zmalały. Nie wiedziałam jeszcze z kim mam do czynienia. Czułam tylko, że muszę zwrócić na siebie uwagę. Byłam zdeterminowana, ale też czułam litość w stosunku do moich towarzyszy. To realizm, a nie zarozumialstwo nakazywały mi mieć nadzieję, że mając na koncie kilka miesięcy życia, sympatyczną mordkę z kolorowymi wokół niej malowidłami, jakimi obdarzyła mnie natura – mam większe szanse.

Dwójce ludzi, którzy zatrzymali się przy mojej klatce nie zazdrościłam tej możliwości dokonania wyboru. A raczej konieczności. Z kwitkiem nie mogli stąd odejść. Teoretycznie mogli się jeszcze wycofać, ale w praktyce i planach jechałam już z nimi do… domu. I rzeczywiście tak się stało. Podreptałam z nimi do małego, niebieskiego auta, w którym po kilkunastu minutach drogi postanowiłam zostawić za sobą już całkowicie ślad schroniskowego życia – zwymiotowałam na dywanik ostatni, nędzny posiłek.

Z pierwszych dni wspólnego życia pamiętam kilka rzeczy. Na przykład to, że moi opiekunowie próbowali zbadać możliwości mojej inteligencji. Położyli siatkę z zakupami w samochodzie, w nogach siedzenia z przodu, a mnie sadowiąc z tyłu, także na podłodze. Z siatek dolatywał zapach kiełbasy – szybko oszacowałam, że gra jest warta świeczki, bo to były dwa pęta. Wracaliśmy ze sklepu. Postanowiłam zdać ten test. W ciągu kilku sekund wczołgałam się pod siedzenie i sprawnie sięgnęłam po ów wyrób wędliniarski dobrej jakości. Fotel zdążył się lekko zatrząść pod wpływem moich szybkich gryzów i było po sprawie. Byłam z siebie dumna czując, że moje notowania rosną. Mówicie, że to nie był test? A przynamniej nie tego rodzaju, jak mi się wydaje? Co wy tam możecie wiedzieć.

A potem było kilkanaście lat dobrego życia, kiedy wydeptywałam ślady to na zmiętej trawie, to na śniegu zostawiając tysiące ścieżek układających się czteroczęściowym wzorem poduszek moich łap. Ścieżek tych dosłownych i tych bardziej emocjonalnych. Chcecie wiedzieć więcej? Zapytajcie moją rodzinę.

Wiki

Tajga
Yoda
Zula
Moly
Sąsiad Bazyl

2 thoughts on “1 LIPCA – DZIEŃ PSA

  1. Serio, wzruszyłam się. Jeszcze Lampo. Wprawdzie to prehistoria, ale był naszym towarzyszem dziecięcych zabaw.

    1. Wierz mi, że pisząc to dzisiaj miałam jakieś bliżej nieokreślone wrażenie, że czegoś/kogoś brakuje. Przed chwilą A. zapytał kim był Smutek. I w tym momencie mnie olśniło – jeszcze przecież Lampo! Odpaliłam komputer, żeby to naprawić, ale już pojawił się Twój komentarz. Nie zdążyłam, no ale o Lampo pamiętamy również – mam nawet jego zdjęcie, gdzieś schowane, papierowe, muszę je odszukać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top