Będąc na Dominikanie zaraziłam się bakcylem jazdy na buggy. Tymi samochodami można jeździć na całym świecie i teraz, gdy wybieram się na wakacje, często rozważam ten rodzaj przygody i sprawdzam lokalne oferty. Oczywiście idealnie się do tego nadają off-roadowe trasy – wtedy adrenalina jest największa, a i większe wyzwanie. Szczególnie przeżyte jako kierowca. Chociaż pasażerem też warto być. Generalnie to wielka frajda.
Na Dominikanie lokalna firma zabrała naszą ekipę na terenowe pełne błota i kurzu drogi, dzikie plaże i do dominikańskiego buszu. Ale trasa biegła również wśród zabudowań lokalnych wiosek. Taka jazda to, oprócz bardzo fajnej przygody związanej z prowadzeniem takiego pojazdu, również okazja do zobaczenia i odwiedzenia po drodze ciekawych miejsc, do których często nie mogą dojechać autokary z wycieczkami. Warto więc szukać firmy, która nie polega tylko na komercyjnych atrakcjach. My tym pierwszym razem tego nie wiedzieliśmy i odwiedziliśmy lokalną farmę z olejem kokosowym, tytoniem, rumem, czekoladą i kawą. Byliśmy też w jednej z jaskiń, z której bije źródło krystalicznie czystej wody i zaparkowaliśmy przy pięknej plaży Macao – przyjemnie było zmyć z siebie błoto i kurz w turkusowej wodzie Oceanu Atlantyckiego.