Serial „Matki pingwinów”.
Rodzice dzieci z różnego rodzaju niepełnosprawnościami, próbujący na różne sposoby, każdego dnia, odnaleźć się w swojej roli i odegrać ją jak najlepiej. Oczywiście dla dobra dzieci, które uczęszczają do szkoły integracyjnej, w której np. autystyczne mają okazję zaprzyjaźnić się z dziećmi z zespołem Downa. Jedna z bohaterek – Kamila (w tej roli bardzo dobra Masza Wągrocka) jest mamą synka w spektrum autyzmu. Jednak nie chce widzieć choroby swojego dziecka – walczy, jak przystało na fajterkę (rzeczywiście jest zawodniczką MMA) z wszystkimi wokół, którzy próbują delikatnie wytłumaczyć jej, że musi swojemu synkowi pomóc, a nie utrudniać mu życie wymagając tego wszystkiego, czego można oczekiwać od zdrowych dzieci.
Są w tym serialu być może oklepane postacie typu: matka influencerka, matka wojowniczka, nieporadny, zdesperowany ojciec gej, ale przede wszystkim jest w nim rzadko spotykana autentyczność i nareszcie prawdziwe dialogi. Bez fałszu. Np. scena, kiedy na przyjęciu urodzinowym na łonie natury, tytułowe matki pingwinów rozmawiają przy stole z zamożnymi matkami zdrowych, zdolnych, osiągających sukcesy dzieci sprawiała, że czułam się, jakbym przy tym stole z nimi siedziała.
Być może prawdziwi, realni, z rzeczywistego świata rodzice – widzowie z dziećmi z niepełnosprawnościami zobaczą w tym serialu więcej fałszu, przesady, czy naiwności, ale ja go oceniam tylko z własnej perspektywy.
Serial „MATKI PINGWINÓW” – reż. Klara Kochańska, Jagoda Szelc.