Film na podstawie powieści Eleny Ferrante pod tym samym tytułem.
Główną bohaterką jest Leda – 48-letnia kobieta, która w dalszej przeszłości, czując się przytłoczona macierzyństwem, porzuciła na 3 lata swoje dwie córki, gdy miały 3 i 5 lat. Zostały pod opieką męża (ojca).
Zaczęło się od tego, że jadąc rodzinnie do teściów małżonkowie zabrali parę autostopowiczów. Para taje się dla Ledy uosobieniem miłości. Oboje porzucili swoje rodziny czy partnerów, alby żyć tylko dla siebie, spontanicznie. Brenda staje się dla Ledy inspiracją, mimo że znają się tylko kilkanaście godzin. Przypisuje Brendzie moc, którą sama chciała posiąść. Być może Brenda to wyczuła, bo „pomogła” Ledzie udostępniając artykuł Ledy znanemu profesorowi, naukowcowi, który na konferencji w Londynie docenił go i chwalił. Między nim, a Ledą zaczął się romans, który doprowadził do tego, że Leda opuściła swoją rodzinę. Pisząc w cudzysłowie słowo pomogła, mam namyśli to, że jednocześnie Brenda pozostawiła Ledzie odpowiedzialność za dalsze życie.
Analogia: Leda spędza wakacje nad morzem w Grecji. Obserwuje na plaży dużą neapolitańską rodzinę i z dnia na dzień w dziwny i obsesyjny sposób „wiąże się” z nią. Po kryjomu zabiera jednej z małych dziewczynek lalkę. Matka dziewczynki zbliża się do niej. Gdy Leda podpatruje kobietę, gdy ta flirtuje z ratownikiem, godzi się udostępnić kochankom swoje mieszkanie (w tajemnicy przed mężem kobiety). Kobieta zafascynowana jest historią Ledy, a jednocześnie nią zbulwersowana. Leda staje się dla niej inspiracją do poszukania nowego życia, odsunięcia się od swojego i męczącej, małej córeczki.
Godne potępienia postępowanie kobiet? Czy powód do głębokiego zastanowienia i zrozumienia?
Bardzo fajne role Olivii Colman, Jessie Buckley i jednego z moich ulubieńców – Paula Mescala.
Film „Córka” – reż. Maggie Gyllenhaal.