Jak w tytule – rok 1923. Montana. Ranczerzy toczą walkę o ziemię i bydło. Ale główną osią jest historia rodziny Duttonów, a obok niej jednego jej członka, która dzieje się w Afryce oraz także w Montanie – młodej dziewczyny Indianki, która jest katowana w przymusowej szkole dla “dzikusów” prowadzonej przez katolickich księży i zakonnice. Wszystko to się łączy. Mnóstwo różnych ówczesnych problemów. Przepiękne amerykańskie prerie, góry, afrykańskie sawanny – krajobrazy niesamowite i niesamowity klimat. Fajnie pokazana jest tamta epoka. Z zachwytem wpatruję się zawsze w takie rzeczy. Wszystko było tam piękne, ujmujące – nieskażone krajobrazy, piękne budynki, piękne przedmioty, cudowne ubrania, wnętrza domów – chciałabym mieć takie, każdy przedmiot jest wyjątkowy i chce się zatrzymać film kadr po kadrze. To epoka, w której mogłabym żyć – wśród tylu niesamowitych przedmiotów. Każdy dzbanek, narzuta, pościel, garnuszek, miska. Wszystko było ujmujące – oprócz wielu ludzi – jak zawsze. Super rola Helen Mirren i Harisona Forda też. Jest też miły dla oka romans rodzący się w Afryce – ot taki prawdziwie romantyczny, który jednak pod koniec sezonu zaczyna być już tak oblepiony lukrem, że nie da się wytrzymać. Ale… cała reszta – dobre kino starej daty.
zdjęcie: unsplash.com