Szukam w internecie informacji o autorze książki, bo książka „Światłoczułość” Jakuba Jarno jest szczególna. Pięknie napisana, pozostawiająca ślad, który pamięć zostawi na długo. Czy podobnie jak Elena Ferrante i ten autor mocno strzeże swojej prywatności i nie zależy mu na rozgłosie? Może wyznaje zasadę, że już napisana książka nie potrzebuje w swoim dalszym bycie autora? Mimo, że autorzy nie chcą być znani, to i tak znajduje się towarzystwo znawców literatury, którzy chcą za wszelką cenę zbadać sprawę i zdradzić tajemnicę. Pojawiła się pewna teoria, może pojawią się nowe.
Internet w sprawie Jakuba Jarno też już stworzył swoją wersję zdarzeń. Nie będę już tego roztrząsać, bo chodzi tu wyłącznie o marketing. Powstała piękna, mądra i przejmująca książka, która jak każda, tego rodzaju, przenosi nas do innego świata i pozwala na drugie życie, w jej biegu.
Czytając „Światłoczułość” nie sposób nie zauważyć podobieństwa do pisarstwa Wiesława Myśliwskiego. Bardzo podobny styl, sposób narracji, może tylko pozbawiony charakterystycznych Myśliwskiemu powtórzeń. I podobnie jak np. w „Widnokręgu” mamy tu dziecięcego narratora. Jego słowa, myśli, emocje są nad wyraz dojrzałe, ale nieprzesadzone. Mieszczą się w zakresie dziecięcego umysłu. Ale takiego, który musiał w wieku zaledwie kilkunastu lat „przetrawić” bardzo dużo. Za dużo.
Poznałem (rodziców – mój dopisek) ich dużo lepiej jako martwych niż jako żywych. (…) Matka od tamtej pory została ze mną już zawsze, ileśmy rozmów odbyli, ile razem przeżyli. Za życia nie chciała mnie ani ona dopuszczać do siebie, ani ojciec. Po śmierci on złagodniał, jak to mają w zwyczaju ojcowie. Ona czujniejsza wobec mnie się stała, uważniej się we mnie wpatrywała i więcej widziała. Dopiero się na dobre poznaliśmy, jak ich już nie było. (…)
Czasem mi się zresztą zdaje, że cała ta nasza egzystencja, jak już nas pozostawiają rodzice, bliscy, polega na próbie jakiegoś zastąpienia. Czego, nie wiem, bo na pewno nie człowieka. Może poczucia, jakie dawał. Może czegoś innego.
O czym opowiada „Światłoczułość”.
Witek we wsi, w której mieszka, spotyka dziewczynkę – tajemniczą Żerkę. Zaczyna się wojna. Oboje muszą uciekać, bo ich wieś, podobnie jak inne spotyka ten sam los – ogień i niewyobrażalna przemoc. Żerka ma szansę trafić na swoich opiekunów, Witek tuła się po lesie i trafia na zdarzenia i obrazy, których świadkiem na pewno nie powinno być dziecko. Chłopiec snuje swoją historię, a zarówno on i Żerka porozumiewają się przez listy – te konkretne, pisane, które do nich dochodzą. Ale też te, które trudne okoliczności gdzieś zatrzymały i trafiły do adresatów długo, długo później. Historia opisana jest już przez dorosłego Witka, który fragmentami cytuje książkę, którą napisał utrwalając swoje przeżycia.
Czy prawdziwa miłość wyrosła na tym zatrutym gruncie, tego nie wiem, bo i nie mam jak wiedzieć. Jaką miarą można by to mierzyć? Jakim sposobem przesądzić? Często się przywiązanie z nią myli, bo robi ono wszystko, by się do niej upodobnić. Przekonuje człowieka, wije się gdzieś wokół serca, bije się z racjonalnością, oszukuje, jak tylko może, walcząc o życie. W pewnym momencie nie sposób już stwierdzić, czy to ono, czy miłość pcha człowieka do drugiej osoby i przy niej trzyma.
Książka „Światłoczułość” Jakuba Jarno to poruszająca i wstrząsająca opowieść dla koneserów słowa, którzy oprócz tego, o czym jest opowieść szukają w książkach tego, w jak szczególny sposób ta opowieść jest opisana. Bo o sile pisania i magii czytania ta książka też opowiada.
Musisz pisać tylko te książki, których nie możesz w księgarni znaleźć. Poza tym to najlepszy sposób, by z sobą samym się zaznajomić. Przed „Migotaniem”, wydaje mi się, jakbym wcale siebie nie znał. Obcym byłem człowiekiem we własnym ciele. A potem, słowo po słowie, zdanie po zdaniu, oswajałem się z tym, kto we mnie zamieszkiwał. Może to dzięki temu, że pisanie to też przypominanie. Im dłużej to robisz, tym lepiej to rozumiesz. I orientujesz się w końcu, że człowiek nie zapomina, pamięć nigdy nie wymazuje tego, co się w niej znalazło. Tracisz po prostu dostęp. A odzyskać możesz go tylko, jak zaczniesz pisać.
Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak tylko książka. Każda dysponuje potencjałem takim, jak nic innego, bo czerpie siłę z jakiejś niezwykłej zależności między tym, kto pisze, a kto czyta. Jedna z tych osób koduje swoje myśli, niosące miriady obrazów, za pomocą symboli, a druga odczytuje je, wyciąga z nich niby to samo, a jednak coś zupełnie odmiennego. Mimo to obydwie są w stanie o tym dyskutować, spotkać się na tym samym gruncie, bo ich doświadczenia są zbieżne. Jeśli coś takiego miałoby się okazać pozbawione mocy, świat byłby wyzutym z niej miejscem.
Jeśli szukacie książek lub filmów, których bohaterami są głównie dzieci kliknijcie na tag poniżej: dziecięcy bohaterowie lub wspaniałe dziecięce role.
Książka „Światłoczułość” Jakuba Jarno – Wydawnictwo Literackie