Ach, co to za serial! Co za wielowymiarowe postacie, jaka zaskakująca w swoim toku historia – wstrząsająca, a zarazem piękna. Jakie zdjęcia, jakie widoki przepięknej Australii, jaka fenomenalna gra Sigourney Weaver oraz małej, a także dorosłej Alice. Niezwykły klimat farmy kwiatowej, w której grupa kobiet po przejściach uprawia kwiaty i przekazuje sobie emocje za ich pomocą. Serial o tym, jak ogromny wpływ na nasze dorosłe życie ma to, co przeżyliśmy w dzieciństwie i jak wielkie nosimy w sobie obciążenia, które mimo tego, że nie chcemy, przenosimy do swojego życia, popełniając te same bezradne błędy. Alice doświadcza w dzieciństwie przemocy ze strony ojca (cudnie grająca dziewczynka), na skutek tragedii trafia pod opiekę kryjącej w sobie tajemnicę i smutek surowej babci. Po pierwszych odcinkach Alice staje się już dorosła. Dużo się dzieje, wszystko zaskakuje, niesamowita atmosfera. Jedyny minus – to zły montaż – przeważnie zbyt ciemne ujęcia. A tak chciałoby się przyjrzeć tym krajobrazom – zatrzymać na chwilę kadr, przyjrzeć się niezwykłym przedmiotom na farmie, meblom, przepięknym oknom w wykuszach domu, roślinom.
A skoro jednymi z bohaterów tego serialu są kwiaty, zdjęcia pochodzą z mojego ogrodu.