Serial „Sprostowanie” – jego meksykański reżyser sam nazwał go siedmiogodzinnym filmem i coś w tym rzeczywiście jest, bo ma kinowy rozmach.
Świetna w swej roli Cate Blanchett gra tu dziennikarkę i reżyserkę programów telewizyjnych. Jedną z innych świetnych jej ról, która mi się przypomina to ta w filmie „Notatki o skandalu”, o którym piszę tutaj. W „Sprostowaniu” odniosła sukces zawodowy, a prywatnie – wydaje się, że też. Wiedzie dostatnie i udane życie w pięknej londyńskiej kamienicy u boku spokojnego i poukładanego męża i może nie do końca spełniającego oczekiwania rodziców dwudziestokilkuletniego syna. Szybko okazuje się, że Catherine ma oprócz sukcesów i renomy również tajemnicę, która sięga przeszłości sprzed 20 lat. W podrzuconej jej książce odkrywa opowieść o niej samej bezlitośnie obnażającą to, co przez 20 lat starała się ukryć. I tutaj wkracza owdowiały starszy pan – Stephen. W tej roli Kevin Kline niestrudzenie, przez wszystkie odcinki żonglujący dwoma obliczami – poczciwego, wyrozumiałego, samotnego staruszka oraz przerażającego w swym planie mściciela. A zaczyna się od tego, że pewnego dnia postanawia pozbyć się rzeczy po swojej zmarłej żonie.
Serial rozwija jednocześnie kilka wątków w kilku osiach czasowych, które oczywiście, przewidywalnie okazują się wiązać ze sobą.
Kto okaże się winnym, a kto niewinnym, kto oprawcą, a kto ofiarą, kto dręczycielem, a kto podjął jedynie jedną złą decyzję? Jak daleko może posunąć się zaślepienie, miłość rodzica do dziecka, do czego może doprowadzić uprzedzenie. Trudno jest dotrzeć do prawdy.
Serial przewrotnie opowiada o złudzeniach, stereotypach, pochopnych sądach, również przestrzega. Do samego końca zaskakuje.
Kilka scen jest wybitnie skonstruowanych: rozmowa przez komunikator Stephena z Nicolasem (kiedy Stephen podszywa się pod swojego nieżyjącego syna) – starszemu panu i jego intrydze towarzyszy muzyka poważna „sącząca się” z gramofonu, a chłopakowi – rap. Z jednej strony improwizowana rozmowa buduje mistrzowską zemstę.
Scena w szpitalu, w 6. odcinku, kiedy Catherine czeka w poczekalni przy OIOM-ie, a na korytarzu rozgrywa się dramat jakiejś matki – u jej syna zatrzymuje się krążenie. Ta scena porusza szczególnie i jest trafiona, ale tylko, jeśli obejrzało się wszystkie wcześniejsze odcinki.
Niesamowity jest dysonans między zachowaniem Stephena, a tym co myśli i planuje – to ostatnie opowiadane jest jednocześnie przez osobną narrację.
Wiele rzeczy jest czymś innym, niż nam się wydaje, czasem nie widzimy miłości i oddania zaślepieni uprzedzeniem i nienawiścią czy urażoną dumą. Może to brzmi banalnie, ale dobrze odzwierciedla to wymiana zdań między Catherine i Robertem (jej mężem) w ostatnim odcinku, w szpitalu. Nie mogę ich przytoczyć, bo natychmiast rozwiązałoby się wiele zagadek.
Serial ma piękne zdjęcia i ujęcia (stoi za nimi wybitny operator Emmanuel Lubezki), kręcony jest w Londynie, ale również w Wenecji i Pizie.
Minusy? Kilka scen jest tak przyciemnionych, że trzeba się domyślać, co się w nich dzieje. I narracja głównej bohaterki, w tle opowiadająca to, co nie zostało pokazane – coś było w niej nie tak – jakoś uwierała mnie jej opowieść w drugiej osobie.
SERIAL „SPROSTOWANIE” – reż. Alfonso Cuarón