SERIAL „RIPLEY”

Serial „Ripley” można nazwać dziełem sztuki. A pierwsza scena, kiedy główny bohater ciągnie za sobą po schodach klatki schodowej zakrwawione ciało, wyjątkowo pasuje do serialu jako całości. Bo przecież takie sceny są stare jak świat, a serial ten ma klimat starej daty (czemu sprzyja również to, że jest czarno biały). A o sztuce w nim trochę więcej za chwilę.

Historia znana już ze starego filmu „Utalentowany pan Ripley” (o fabule którego piszę tutaj) opowiedziana jest teraz w bardziej skrupulatny sposób. A scenariusz jest wybitnie dopracowany. I może dlatego, główny bohater tak bardzo przeraża swoim wyrachowaniem i chłodną kalkulacją (w tej roli Andrew Scott).

Serial „Ripley” jest powolny jak włoska kawa, której smak chce się przeciągnąć na jak najdłuższy czas. Ma tak wiele niezwykłych, przepięknych ujęć, że jego oglądanie oprócz emocji, jakie budzi, dostarcza wrażeń, jakby oglądało się jakąś kunsztownie przygotowaną wystawę fotograficzną. Pełen jest również cudownych przedmiotów: naczynia, maszyna do pisania, pióro, lampy i mnóstwo innych rzeczy, za którymi można naprawdę zatęsknić. Można też nastawić się na obcowanie z włoską sztuką i klimatem włoskich uliczek i zaułków w małych miasteczkach oraz większych miastach (jest Altrani, ale również Neapol, Rzym, Wenecja, a także Sycylia). Jest w tym serialu też sporo niedorzeczności, które można wytłumaczyć chyba tylko czasami, w których dzieje się jego akcja. Pewne zagrania są „grubymi nićmi szyte”, ale to wszystko jakoś tu pasuje, wciąga i mozolnie, powoli prowadzi przez niezwykle misterny plan pana Ripleya.

Serial „Ripley”. Reżyseria Steven Zaillian. Dostępny na platformie Netflix.

zdjęcie: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top