Serial „Biały Lotos” ma swoich zdecydowanych zwolenników oraz zdecydowanych przeciwników. Chyba nie budzi nijakich czy obojętnych odczuć. Jest bardzo specyficzny. Pierwszy sezon był dla mnie strzałem w dziesiątkę, drugi podobnie. Trzeci odrobinę słabszy, czegoś może zabrakło. Ale i tak obejrzałam z przyjemnością.
Wiem, że słowo „klimat” jest tak bardzo wyeksploatowane: książka ma klimat, miasto ma klimat, restauracja ma klimat, no i film… też ma klimat. Ale serial „Biały Lotos” właśnie klimat ma. Jest on ogromnym i wciągającym atutem. Pewnie ci, którzy obejrzeli go z taką samą ciekawością jak ja, będą wiedzieli, o co chodzi. Dużo daje też umiejscowienie akcji i w związku z tym cudowne scenerie, na które przyjemnie patrzeć. Nawet jeśli na ekranie chwilowo nie dzieje się nic ciekawego. W pierwszym sezonie to Hawaje i luksusowy kurort Four Seasons Resort Maui at Wailea na wyspie Maui. W drugim Sycylia i niesamowity hotel San Domenico Palace w Taorminie.
Serial „Biały Lotos” – sezon trzeci.
Akcja trzeciego sezonu rozgrywa się w Tajlandii, głównie na wyspie Koh Samui, w bajecznym Four Seasons Resort Koh Samui.
Nie wiem, kto jeszcze tak sprawnie jak twórca serialu Mike White byłby w stanie połączyć obraz idyllicznych, luksusowych wakacji z ciągle czającą się wizją śmierci i tragediami swoich bohaterów. W trzecim sezonie zabrakło świetnej, cudnie przekoloryzowanej Tanyi (Jennifer Coolidge). Ale są inni charakterystyczni bohaterowie. Gośćmi hotelowymi są tym razem: trzy około czterdziestokilkuletnie przyjaciółki, z których jedna jest znaną na świecie panią z telewizji. Kolejni to uduchowiona i nadzwyczaj optymistyczna Chelsea (w tej roli Aimee Lou Wood znana mi z serialu „Sex education”) i jej znacznie starszy partner Rick. Chelsea oprócz wiary w siłę ascendentów kieruje się również amor fati czyli – jak głoszą stoicy – akceptuje swój los. Do hotelu przyjeżdża też bogata para (on prowadzi swój biznes) wraz z trójką swoich dorosłych dzieci. Postacią łączącą trzeci sezon z poprzednimi jest masażystka marząca o otworzeniu swojego salonu SPA Belinda, która przyjeżdża do hotelu na wymianę. Oraz wdowiec dziedziczący fortunę, po swojej zmarłej w podejrzanych okolicznościach, wspomnianej wyżej żonie Tanyi. Jest też kilka innych bardzo charakterystycznych postaci – głównie pracowników resortu.
Goście muszą ulec namowom obsługi i zostawić w depozycie swoje telefony komórkowe na cały czas pobytu w hotelu, czyli tydzień. To ma ich wyciszyć, dać im odetchnąć. Ale jak przystało na serial „Biały Lotos” – nikt z gości nie zazna prawdziwego odpoczynku czy beztroski. Zmagają się z trudnymi pytaniami zadawanymi samym sobie, czy śmiertelnie poważnymi decyzjami, które muszą podjąć. Jest tu luksusowa dymna zasłona, za którymi czają się: obsesja, wątpliwa obyczajowość, kryzys przyjaźni, strach przed przemijaniem, poszukiwanie lepszego czy bardziej wartościowego życia i prawdziwie ludzkie charaktery. Bohaterowie zderzają się w serialu z prawdziwą duchowością Wschodu. Nie jest ona tylko, jak może się spodziewali, cichymi dzwoneczkami, kolorowymi ołtarzykami, rozkosznymi masażami wśród pięknych zapachów olejków. Muszą znaleźć w niej swoje własne ja, zmierzyć się sami ze sobą i odnaleźć – może banalnie rzecz ujmując – prawdę na temat najważniejszego sensu w życiu.
O pierwszym i drugim sezonie piszę tutaj.
Serial „Biały Lotos” dostępny jest na platformie MAX.
Zdjęcie: filmweb.pl