Przyznaję, że z tym serialem miałam pewien kłopot zaczynając go oglądać – od razu zaczęłam się zastanawiać, czy napiszę o nim na blogu, czy jest wart określenia go wyjątkowym. Media określały go jako prowokujący przebój, olśnienie, wyrafinowany, realistyczny i prawdziwy do bólu. Po obejrzeniu wszystkich 10 odcinków mogę się z tym w dużej części zgodzić.
Serial ma już 17 lat. To bardzo dużo i wiele produkcji z tak dawnych czasów przegrywa z nowymi serialami i filmami, z bardziej nowoczesną konwencją, pomysłami, sposobem realizacji itd. W tym jednak przypadku nie czułam tych czasowych zgrzytów. A i jeśli chodzi o tematykę, bo dotyczy ona głównie emocji i uczuć, nic się nie zmieniło.
Mamy tu trzy pary oraz terapeutkę, która też żyje w związku, który ma skomplikowaną przeszłość, a ta wpływa na to, co jest teraz (a może również na sposób, w jaki prowadzi ona terapie). Oczywiście nasuwa mi się skojarzenie z innym bardzo fajnym i mądrym serialem „Terapia”. Tylko, że w tym ostatnim większość akcji dzieje się w gabinecie, podczas gdy w przypadku „Powiedz mi, że mnie kochasz” sceny terapeutyczne przeplatane są z codziennością bohaterów.
Katie i Dave to para czterdziestokilkulatków, z dwójką dzieci. Małżeństwo, które raczej bez wątpienia łączy i miłość i przywiązanie, ale od roku nie uprawia seksu i ten wątek rozpoczyna Katie, której brakuje bliskości z mężem.
Druga para to trzydziestokilkuletni Carolyn i Palek, którzy bardzo pragną mieć dziecko. Tylko czy aby na pewno? Nieudane próby zajścia w ciążę sprawiają jednak, że zaczynają się od siebie oddalać.
Trzecią parę dwudziestokilkulatków – Jamie i Hugo – poznajemy tuż przed planowanym ślubem, do którego jednak nie dochodzi, bo Jamie zaczyna mieć wątpliwości co do zaangażowania Hugo w związek – taki do końca życia.
Spotkania z terapeutką uświadamiają parom wiele rzeczy. Ale chyba najwięcej uczy ich samo życie, a raczej jego przewrotność. To, że potrafi tak bardzo zaskoczyć, że wiele rzeczy nie dzieje się wtedy, gdy tego oczekujemy, że czasem rozterki rozwiązują się same, ale tuż za tym przychodzi rozczarowanie i smutek, więc czy rzeczywiście były tym, przed czym chciało się uciec?
Serial jest przenikliwy i bardzo, bardzo prawdziwy. Relacje między bohaterami są skomplikowane, złożone i nieoczywiste. To realne, codzienne problemy, które rozpoznają osoby, które choć raz były w związku.
Serial jest określany mianem erotycznego – jest w nim sporo odważnych, bardzo intymnych scen. Nie wiem, czy były one potrzebne w aż tak dużym wymiarze, bo fabuła broni się sama, a aktorzy po prostu bardzo dobrze grają swoje role i samymi spojrzeniami, gestami, a czasem milczeniem pokazują swoje emocje i łączącą ich bliskość.
SERIAL „POWIEDZ, ŻE MNIE KOCHASZ” – reż. Cynthia Mort
zdjęcie: unsplash.com