KSIĄŻKA „SCHYŁEK” ANDY ROTTENBERG

Książka „Schyłek” Andy Rottenberg to dziennik prowadzony przez autorkę od kwietnia 2019 do 2022 roku (zresztą niejedyny, jaki pisała w swoim życiu). Zaczyna się od słów:

Płonie Katedra Notre Dame w Paryżu. Symbol europejskiej kultury, że się tak banalnie wyrażę. Jej mit. Widzę to jako symboliczny znak upadku wszystkiego, na czym wyrosłam, w czym się wykształciłam, upadku, który obserwuję od kilku lat.

Tak się zaczyna. A kończy się na wybuchu wojny w Ukrainie oraz… imprezie urodzinowej z okazji 50. urodzin Magdaleny Cieleckiej. To ostatnie piszę oczywiście z lekkim przymrużeniem oka 🙂

Z racji wykonywanego zawodu przez życie Andy Rottenberg przewija się mnóstwo postaci świata kultury i sztuki. Nie znam się na malarstwie czy sztuce użytkowej, ale mocno czuję oddziaływanie innych form kultury. Na swoje życie. Dlatego ten dziennik był dla mnie fajną przygodą literacką, ale przede wszystkim takim pośrednim, bliskim spotkaniem z wieloma rzeczami, sprawami, osobami, którym się przyglądam.

Anda Rottenberg – ceniony autorytet w świecie sztuki.

Anda Rottenberg – urodziła się w 1944 roku w Nowosybirsku, jako córka Rosjanki i polskiego Żyda. Jest polską historyczką sztuki, kuratorką wystaw, publicystką, krytyczką. W latach 1993-2001 była dyrektorką Galerii Sztuki „Zachęta” w Warszawie. Jej grafik wypełniony jest „po sufit”: nieustające spotkania, wyjazdy, hotele, imprezy okolicznościowe, wystawy, premiery itd. Jest szefową działu kultury w Vogue, nagrywa rozmowy w radiu, prowadzi podcast „Inna strona świata”, który jest „poświęcony osobom wyróżniającym się zawodem, nietypową tożsamością czy korzeniami etnicznymi..”

Książka „Schyłek” Andy Rottenberg – splot myśli, trafnych uwag, konstruktywnych spostrzeżeń.

Z wieloma z nich jest mi „po drodze”. Od 2019 do 2022 roku w Polsce i na świecie wydarzyło się dużo ważnych rzeczy. Od tych wielkich, o ogromnej skali, o których wspominam na początku, po mnóstwo innych, drobniejszych. Przypatrywałam się im przez strony książek, gazet, informacji z TV, internetu. Teraz poznałam je z innej perspektywy. I to było fajne doświadczenie – czytać rozważania, komentarze doświadczonej kobiety o tak spektakularnym życiorysie na temat zdarzeń, w których pośrednio, a czasem i bezpośrednio uczestniczyłam.

Anda Rottenberg pisze trochę o sztuce, ale bardziej o wydarzeniach, które się wokół i przy okazji jej dzieją. O ludziach z tego świata. I problemach tego świata. O swoich relacjach z ludźmi – tymi, z którymi związana jest zawodowo. Ale również sporo o tych, jej najbliższych. No i komentuje ważne dla dużej części osób wydarzenia. Np. rozważania na temat wyborów prezydenckich w 2020 roku przypomniały mi to, gdzie wtedy byłam, gdzie głosowałam, gdzie czekałam na wyniki. To były wakacje nad jeziorami i z moją małą bratanicą, widząc kolejne plakaty wyborcze, wykonywałyśmy różne śmieszne gesty dając upust swoim niechęciom, co do jednego z kandydatów. Było ciepłe lato. Dziś też oczekuję na drugą turę wyborów. Jest maj, a ja siedzę w domu po piątej nad ranem, otulona kocem, bo jest tak chłodno.

Anda Rottenberg pisze również o przyrodzie – czynnie walczy z wycinką drzew na swoim osiedlu w Warszawie. Albo o obserwacjach zwierząt (o ile można mieć na to czas i warunki mieszkając w wielkim mieście).

A tymczasem obserwuję wróble. Nie te wszystkie, które mieszkają w resztkach bluszczu i przed snem kąpią się w piaskownicy, ale jednego chyba młodego, który kilka razy dziennie przylatuje na poręcz mojego balkonu i uparcie ćwierka. (…) A może to nie ten sam wróbel? Chociaż wydaje mi się, że już go rozpoznaję po nieładzie, w jakim nosi swoje pióra.”

Albo o swoim podejściu do ważnych, dla wielu kontrowersyjnych, spraw:

Tymczasem każde z nas próbuje jednak nadawać swemu życiu jakiś sens, pewnie tak zostaliśmy zaprogramowani. Wtórnie. Bo pierwotnie chodziło tylko o namnażanie osobników i podtrzymywanie gatunku. Lecz to namnażanie nie jest procesem nieskończonym, natura to sobie reguluje. Jak u drożdży w eksperymencie koleżanki z Wiko, która stworzyła optymalne warunki rozrostu kolonii drożdży i wówczas okazało się, że one mnożą się tylko do pewnego momentu, potem ich populacja dzieli się na połowę – jedna część nadal się mnoży, a druga zamiera i czeka. My tak nie robimy, mnożymy się bez kontroli i może dlatego próbujemy nadać swojej marnej, jednostkowej egzystencji jakiś większy sens niż tylko proste podtrzymanie gatunku. Niektórzy twierdzą, że wówczas wkracza natura ze swoimi wirusami, które nie przebierają, nie dzielą swoich żywicieli na mniej lub bardziej twórczych, inteligentnych i potrzebnych społeczeństwu, zabijają, jak popadnie. W przeciwnym razie hiszpanka oszczędziłaby Egona Schielego, na przykład.

Albo:

(…) w końcu co może dać ta moja wizyta na cmentarzu? Uspokojenie sumienia? Lepsze samopoczucie? Bo jednak plemienna część mojej duszy domaga się takich gestów mimo twierdzenia mamy, że żywi mają pierwszeństwo przed zmarłymi, którym już nic nie pomoże.

W czasie kiedy tworzony jest „Schyłek” do Polski dociera pandemia, której autorka poświęca dużo uwagi, bowiem dla osoby takiej jak ona, zaangażowanej w kontakty z ludźmi na wręcz ekstremalnym poziomie, jej skutki były szczególnie odczuwalne.

Adam Boniecki wysłał nową definicję efektu motyla: Jak ktoś mnie kiedyś zapyta, co to jest efekt motyla, to mu powiem, że jak w styczniu jakiś Chińczyk je nietoperza, to w marcu trzeba w Polsce windę wzywać łokciem.

Anda Rottenberg jest bardzo krytyczna wobec siebie i wobec swojego pisania:

„Ten cały dziennik jest na ten właśnie temat [schyłku życia – mój dopisek], a jak z niego wycisnąć wodę, to nic nie zostaje.” Cóż, ja chciałabym potrafić stworzyć takie „nic”.:) Postać Andy Rottenberg trochę skojarzyła mi się z Fran Lebowitz – o filmie dokumentalnym o tej nowojorskiej postaci pisałam kiedyś tutaj.

Odsyłam jeszcze do jednego z wywiadów z autorką, który jest króciutkim zaproszeniem do jej świata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top