Wino nie jest w tym filmie czymś, co czyni, że jego bohaterowie czują się lepiej. Chociaż bardzo je lubią, a niektórzy z nich są prawdziwymi jego koneserami. Znają się na nim i umieją o nim ładnie opowiadać.
Ale… wino jest w tym filmie również czymś wyjątkowym, bardzo dobrej jakości, starannie wyselekcjonowanym. A to wszystko świetnie nadaje się, aby opisać sam film, który też ma już swoje lata (rocznik 2004).
Mamy dwóch głównych bohaterów. Jeden to niespełniony pisarz, drugi również niespełniony aktor. Obaj czekają na swoje zawodowe szanse. Pisarz jest pełen rozterek i żalu za utraconym małżeństwem, a drugi za tydzień ma się ożenić. Obaj ruszają w kilkudniową podróż po kalifornijskich winnicach. Miles i Jack to dwa zupełnie odmienne charaktery i podejścia do życia. Ten pierwszy (w tej roli Paul Giamatti) to zdecydowanie bardziej refleksyjny i uczciwy człowiek, niż jego, chcący zabawić się jeszcze przed ślubem i mający skłonności do naciągania faktów, kolega. Jednak ich relacja w ogólnym rozrachunku zdaje się sprawdzać. Mimo zniecierpliwionych odczuć, gwałtownych reakcji wynikających z odmienności wspierają się i ratują w sytuacjach kryzysowych.
Film jest z jednej strony lekki i zabawny, z drugiej – mówiący o niełatwych sprawach. Refleksyjny, fajny aktorsko i z błyskotliwymi dialogami. Doprowadził mnie do niego Paul Giamatti oglądany jakiś czas temu w filmie „Przesilenie zimowe”. I dobrze. Z fizjonomią poczciwego wujaszka grywa bardzo dobre i bardzo specyficzne role. Zarówno w „Billions”, w „Przesileniu zimowym”, jak i w „Bezdrożach”.
FILM „BEZDROŻA” – reż. Alexander Payne