„DRZEWO TAŃCA” – Kiran Millwood

Ach, co to za książka. Aż mięsista od emocji, baaardzo zmysłowa, przepięknie napisana.

Strasburg, początek XVI w. Nagle w centrum miasta jakaś kobieta zaczyna tańczyć, dołączają do niej inne. Poruszają się jak w transie. Powoli okazuje się, że to bunt i wyrażenie emocji przeciwko prześladowaniu w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Na tym tle toczy się historia Lisbet mieszkającej w mężem oraz teściową i zajmującą się domem i ulami. Lisbet wiele razy poroniła, rozpaczliwie pragnie dziecka – swoim zmarłym dzieciom robi ołtarz przy drzewie tańca.

Szesnastowieczny świat, którym rządzi Bóg (to nie kwestia tego, czy się wierzy, czy nie – tutaj nie ma dyskusji) oraz Rada Dwudziestu Jeden. Kobiety podporządkowane są mężczyznom, ludzie trwają w trwodze przed gniewem Boga. I w tym świecie próbują odnaleźć się osoby o innej niż „właściwa” tożsamość płciowa, seksualna, innej niż biały odcień skóry. I oczywiście nie mają na to szans. Ta książka jest tak aktualna mimo, że jej akcja dzieje się setki lat temu. Tak, jak pisała autorka w posłowiu – uświadamiamy sobie, jak daleko doszliśmy i jak daleko jeszcze musimy dojść.

Jak się czyta tę książkę – wszystko widać i czuć – tak barwne są opisy wszystkiego. Czuje się skwarny upał tamtego lata, smród Renu, w którym topi się więźniów lub osoby, które nie pasują do tzw. normalności. Okrucieństwo, odrzucenie, bezsilność. Zmysłowość tej książki mnie wręcz oszałamiała. I opisy subtelnych, pełnych miłości do pszczół działań głównej bohaterki, kiedy opiekuje się ulami i pszczołami powoduje, że aż chce się robić to, co ona. To zajęcie jest jej głównym pocieszeniem.

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top