„ZAKRĘTY ŻYCIA. ROZMOWY O MIŁOŚCI, DEPRESJI, NAŁOGACH I ODNAJDYWANIU SIEBIE” – Ewa Woydyłło

Z panią Ewą Woydyłło nie we wszystkim jest mi „po drodze”. Opowiada często o rzeczach dla mnie i pewnie dla wielu innych osób oczywistych, takich jak np. to, że „kobiety mają mniej głosu w ważnych sprawach, nawet dotyczących ich samych, nie znaczy, że są gorsze, tylko że ten, kto ma władzę, źle jej używa”. Do innych z kolei – choć przeczytałam je uważnie – mogę odnosić się tylko z poziomu obserwatora. Mam na myśli to, że jest w tych rozmowach sporo rozważań, a raczej tez dotyczących relacji rodziców z dziećmi – i tymi małymi, i starszymi, a nawet z dorosłymi. Jednak poza tym wszystkim jest w tej książce trochę czegoś, nad czym się czasem zastanawiam. Kilka przykładowych kwestii:

– Polski (a może ludzki po prostu?) syndrom narzekactwa: np. w tłoku w autobusie jadą „sprawiedliwie” wszyscy i jedna osoba pomyśli: super, że i mnie się udało jakoś wcisnąć, a druga: dlaczego ja muszę się tak męczyć? Niektórzy mają skłonność do podejrzliwości, do przekonania, że wszystko się dzieje przeciwko nim (często wynika to z niskiego poczucia wartości i powoduje łatwe wchodzenie w rolę ofiary). To Ewa Woydyłło nazywa negatywnym narcyzmem. Tłok ma mi specjalnie dokuczyć, szef nie odpowiedział mi na moje „dzień dobry”, bo na pewno ma coś do mnie, a nie np. dlatego, że jest źle wychowany albo ma jakiś zawodowy czy osobisty problem.

– „Zdrowie psychiczne zależy od samopoczucia, a ono jest wypadkową uczuć, jakie żywimy wobec siebie, otoczenia i wobec (…) świata. Zdrowie psychiczne wymaga pogody ducha, a ta zależy od sumy radości, miłości i śmiechu. A ilość radości zależy od tego, czy umiemy się cieszyć z tego, co mamy, czy raczej martwimy się tym, co od nas nie zależy i czego nam brak”.

– Poczucie humoru to bardzo dobry sposób na większość naszych frustracji. Nie chodzi o szyderstwo, ani o kpinę, nie o złośliwą ironię, ale właśnie o poczucie humoru i patrzenie na życie dalekie od tragedii. „Bo w życiu człowieka zdarzają się góra dwie albo trzy tragedie. Tymczasem są ludzie, którzy bez przerwy mówią: „Ja tego nie wytrzymam”. Jak to nie wytrzymasz? Pękniesz? „Ja tego nie zniosę” – jajka tylko nie zniesiesz. Ludzie Oświęcim przeżyli, co ty wygadujesz?!”

– Lubimy mieć rację – to wiąże się z tym, że niektórzy z nas chcą mieć nad wszystkim kontrolę. Często pojęcie swoich sukcesów i tego co jest wg nas najlepsze przenosimy na innych. Zatracamy dystans, poczucie zrozumienia, empatię, nie zwracamy uwagi na czyjąś indywidualność i potrzeby. Dotyczy to często osób, które mają niskie poczucie własnej wartości, podświadomie dążą do tego, by mieć nad innymi kontrolę. „Zagłuszają lęk o siebie, gdy uda im się kogoś zapędzić do kąta.”

Do tego dochodzi to, że nie potrafimy dyskutować, raczej walczymy niż dyskutujemy, jakby na świecie było miejsce tylko na jedną rację. W powszechnym mniemaniu, gdy nie mam racji to znaczy, że przegrywam. A jeśli wygrywam, to jestem bardziej wartościowym człowiekiem. Najczęściej chcemy, zamiast wymienić poglądy, coś udowodnić na swój temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top