Jest trzecia piętnaście, kiedy dźwięczy budzik, który wybija mnie ze snu na Podlasiu, w domu przycupniętym przy Puszczy Białowieskiej. Dzień wcześniej, wieczorem, umówiliśmy się z naszą przewodniczką na czwartą nad ranem – to pora, kiedy mieliśmy wyruszyć. Ale trzeba jeszcze oprócz spraw toaletowych zrobić kawę do termosu i ogarnąć kanapki, które weźmiemy na drogę. Czeka nas kilkugodzinna wyprawa – w rezultacie sześciogodzinna. Moja niewielka grupa składająca się z bliskich mi osobników, podobnie zafascynowanych światem przyrody jak ja, jest zdyscyplinowana. Spotykamy się ledwo przytomni we wspólnej kuchni, kawiarka wydaje swoje specyficzne odgłosy, rozlewamy gorącą kawę do termosów. Powoli ustępuje chęć wrócenia do ciepłego łóżka i snu. Wypiera ją stopniowo rosnąca ekscytacja tym, co nas czeka – tropienie wilków w Puszczy Białowieskiej. Pakujemy prowiant do plecaków i jeszcze raz sprawdzamy ich zawartość – czy wszystko, co potrzebne spakowaliśmy. Lornetki, power banki, środki przeciw kleszczom, aparaty fotograficzne, maty do siedzenia na ziemi w czasie długiego oczekiwania itd. Dokładnie o umówionej godzinie schodzimy na dół, do ogrodu, gdzie czeka na nas nasza przewodniczka Monika, która oferuje – najogólniej rzecz ujmując – turystykę przyrodniczą (więcej na stronie dzikiepodlasie.com). Jest biolożką, licencjonowaną przewodniczką po obiektach Puszczy Białowieskiej i jej mieszkanką (od pokoleń). Dziadkowie, rodzice, no i ona wraz z mężem i małą, rezolutną córeczką – to mieszkańcy okolic. Zna się na rzeczy, ma mnóstwo opowieści, którymi dzieli się hojnie podczas naszych wędrówek.
Mimo, że Puszcza jest tuż tuż, kawałek podjeżdżamy samochodem. Stajemy na niewielkiej asfaltowej drodze, która przecina las z jednej i drugiej strony. Aparaty, telefony w pełnej gotowości. Monika wyciąga noktowizor – kilka spojrzeń i widzimy parę błyszczących oczu, a potem całą sylwetkę. Daleko. Ale jest. Wilk. Za nim prawdopodobnie idzie drugi. Odległość jest duża, ale ekscytacja na tym samym poziomie. Podobno mamy szczęście, bo wielu innych tropicieli mogłoby pomarzyć o zobaczeniu jakiegoś osobnika zaraz na początku wędrówki.
Później jest długa i daleka wyprawa. Noc ustępuje dniowi. Jest coraz jaśniej. Oprócz oczekiwania na spotkanie z dzikimi zwierzętami, podziwiamy samą Puszczę. Jej dostojność i dzikość. Zapachy, widoki, światło między drzewami i przestrzenie między konarami upadłych drzew. Spoglądamy na siebie czasami i czuję, że się znamy, że czujemy to samo. Po prostu wzruszenie i poczucie tego, że jesteśmy na właściwym miejscu i robimy to, co uwielbiamy. Chociaż jest bardzo zimno, chociaż sporo czasu oprócz długiej wędrówki spędzamy na ziemi, siedząc lub leżąc, żeby zaburzyć zwierzętom naszą sylwetkę. Czasem też zakrywamy tzw. białą plamę, którą są nasze twarze.
Tak wyglądają nasze wyprawy również wieczorem oraz kolejnego dnia znowu o świcie (w tej ostatniej z powodów osobistych nie uczestniczyłam). Obok nas przebiegają lisy, kuny, przelatują najrozmaitsze ptaki. Na z daleka obserwowanej leśnej drodze pojawia się upragniony żubr. Coś tam węszy w podłożu, coś je, ale od czasu do czasu spogląda w naszą stronę i zamiera. A my razem z nim. Próbujemy go zahipnotyzować, żeby został jak najdłużej. Lornetki, aparaty, szeptem wypowiadane słowa zachwytu. Szept zresztą zrósł się z nami, przyzwyczailiśmy się do niego, bo to wyraz szacunku dla Puszczy. Nawet po powrocie łapaliśmy się na tym: dlaczego ja mówię szeptem? Już mamy się zbierać, opuszczać las – zrobiło się całkiem ciemno i naprawdę bardzo zimno – i nagle rozlega się wilczy, stadny głos. Wycie kilku grup wilków, które nawołują się w tym ciemnym, niesamowitym lesie powoduje, że mamy ciarki na plecach. To coś niesamowitego, niepowtarzalnego i trwa pewnie z 10 minut, a może więcej. Zamieramy, wsłuchujemy się. Czujemy się niesamowicie.
W ostatnią wyprawę, w kolejny świt, moim towarzyszom udało się zobaczyć jeszcze raz wilka – już w pełnej okazałości, kiedy było jasno. Przechadzał się powoli i dostojnie.
Tropienie wilków w Puszczy Białowieskiej to wspaniała przygoda, w której można sprawdzić siebie. Czy utrudnienia, trochę walka ze swoimi słabościami, dają radę przezwyciężyć to, co jest w tym najważniejsze? Dają radę. Wiem. Uśmiecham się sama do siebie, kiedy myślę i wspominam to, co przeżyliśmy.
Podlasie z Puszczą Białowieską – zieloną świątynią natury.
Jeszcze przytoczę kilka podstawowych faktów, o których wiedzą ci, którzy kochają przyrodę i nie cierpią jej niszczycieli. Posiłkując się danymi z Wikipedii. Puszcza Białowieska to największy las pierwotny w Europie z drzewostanami ponad stuletnimi. To unikalny obszar wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Leży w dorzeczu Narwi i Bugu. Jego powierzchnia to około 1500 km² z czego część polska zajmuje nieco ponad 42%. Jest częścią Białowieskiego Parku Narodowego (w Polsce) oraz Państwowego Parku Narodowego Belavezskaya Pushcha (na Białorusi).
Geograficznym środkiem Puszczy jest miasto Białowieża.
Bogata flora Puszczy Białowieskiej to w dużej części gatunki rzadkie, zagrożone i chronione. Wśród drzew w Puszczy rośnie 26 gatunków (21 liściastych i 5 szpilkowych). Wiele z nich ma rzadko gdzie indziej spotykane rozmiary i pokrój. Główny typ krajobrazu Puszczy to równiny moreny dennej pokryte lasami liściastymi. Wśród roślin naczyniowych rosną tu: astrowate, trawy, turzycowate, różowate, bobowate, goździkowate, trędownikowate, jasnotowate i kapustowate. Obok nich – sporo gatunków paproci, skrzypów i widłaków. Grzyby i porosty.
Puszcza Białowieska – dziki dom dla dostojnych zwierząt.
Od 2010 roku Puszcza Białowieska należy do spisu ostoi ptaków IBA prowadzonego przez BirdLife International. Fauna Puszczy należy do najliczniejszej i najbardziej zróżnicowanej w kraju (w stosunku do zajmowanej powierzchni). Żyje w niej największa populacja żubra europejskiego, którego stada są w niej największą dziko żyjącą populacją na świecie. Jak podaje Wikipedia „w polskiej części puszczy w 2011 roku odnotowano 473, natomiast w 2012 roku 481 osobników – w tym 58 zeszłorocznych cieląt, co stanowi najwyższą liczebność od czasu przywrócenia gatunku naturze”. W Puszczy żyją również wilki szare, rysie euroazjatyckie, jelenie szlachetne, sarny europejskie, dziki, łosie euroazjatyckie, lisy pospolite, łasice pospolite, gronostaje, tchórze, kuny leśne, wydry, borsuki, wizony amerykańskie, jenoty azjatyckie, zające, gryzonie, płazy, gady, ryby i liczne bezkręgowce.
Dalsze części wpisu znajdują się pod galeriami.
Dziedzinka – leśniczówka, w której mieszkała Simona Kossak.
Simona Kossak, wnuczka Wojciecha i córka Jerzego Kossaka przyjechała do Puszczy Białowieskiej z rodzinnej Kossakówki w Krakowie. Była wtedy świeżo upieczoną absolwentką studiów biologicznych. Simona prowadziła tam swoje badania nad jeleniowatymi. Tam też spotkała swojego życiowego partnera Lecha Wilczka – fotografa przyrody. Oboje zamieszkali w Dziedzińce. Parę słów o dokumencie na ten temat pisałam tu.
Jak się przekonałam na miejscu, osada jest w całkiem dobrym stanie z zewnątrz. Dwa duże budynki – chata i budynek gospodarczy stoją na dość sporym terenie, w środku lasu. Mają swój sielski urok, przed drzwiami wejściowymi kwitnie krzak pigwowca. Mimo, że nikt o niego nie dba. Podobnie zresztą – jak przypuszczam – o całą tą posiadłość. Z oczywistych powodów z Dziedzinki nie można zrobić obiektu turystycznego. Leży pomiędzy dwoma rezerwatami ścisłymi – po polskiej i po białoruskiej stronie. Ale mam nadzieję, że znajdą się środki i inicjatywa, by nie pozwolić Dziedzince zginąć.
I jeszcze kilka fotek ze Świętej Góry Grabarki na Podlasiu.
Oprócz miasta Białowieża oraz Dziedzinki Grabarka jest jedynym miejscem, które udało mi się odwiedzić w czasie tej weekendowej wyprawy na Podlasie, bo większość czasu (oprócz godzin snu) byłam w lesie :).
Monaster Świętych Marty i Marii na Świętej Górze Grabarce – klasztor prawosławny położony obok wsi Grabarka jest najważniejszym miejscem kultu religijnego chrześcijan prawosławnych w Polsce. Piękną cerkiew otaczają setki krzyży, poukładanych w nieładzie, ciasno obok siebie, przystrojonych łańcuszkami i koralikami. Krzyże przynoszą wierni i składają tam wraz ze swoimi prośbami i modlitwami.
Dwa zdjęcia wilka: w zajawce oraz w galerii: Monika Żłobin-Kozak
Magia pierwotnego lasu działa. Szczególnie ujęta w tak trafnym i przekonywującym opisie. Trudno się nie zarazić i nie ulec fascynacji do Puszczy Białowieskiej. I jeszcze te zdjęcia!!!