Kilkuodcinkowy paradokument, w którym Philomena Cunk w dowcipny i absurdalny sposób śledzi losy Ziemi. Analizuje różne wydarzenia począwszy od starożytności, zadaje pytania autentycznym naukowcom – czasem udając kompletnie głupią. Dowcipnie komentuje to, co było w tej historii udane, a co nie bardzo. Co mi się nasunęło oglądając ten dokument: obecne we współczesnym świecie pompowanie historii jest trochę, w niektórych przypadkach śmieszne; czy wszystkie bez wyjątku dzieła sztuki, osiągnięcia kultury, wielkie postacie, były/są na tyle istotne, by aż taką czcią je dziś obdarzać? Wiele w tej historii absurdów. Można ironizować czy śmiać się z Biblii, chrześcijaństwa – publicznie, natomiast – jak się teraz dopiero dowiedziałam – nie można tego samego robić z Koranem. Podsumowując: takie odważne spojrzenie z przymrużeniem oka. Kilka żartów, może było słabych i na siłę, ale cała reszta zabawna.
„ŻYCIE OCZAMI CUNK” – film – reż. Al Campbell
Po dwóch latach Philomena Cunk powraca z nieco ponad godzinnym filmem, w którym najogólniej rzecz ujmując przygląda się życiu. I tak, jak w „Świecie oczami Cunk” wprowadza w zdumienie swoich rozmówców, którzy są poważnymi naukowcami, zadając absurdalne pytania i wyciągając pokrętne wnioski. Miesza współczesne pojęcia typu influencer z postaciami z biblijnego stworzenia świata.”Bóg widzi wszystko, to co w takim razie z ochroną danych?”; narządy płciowe Adama i Ewy ukryte za firewallem itp. Trzeba lubić dość specyficzny rodzaj humoru i umieć odpuścić sobie rozważania nad urażaniem czyichś uczuć, bo dużo tu żartów z religii, moralności, kary śmierci, egzystencjalizmu, nihilizmu, Wielkiego Wybuchu czy sztuki (Vincent van Gogh sam wyglądał jak obraz, więc jego kariera, mimo, że spóźniona, była nieunikniona).