Spektakl „Boże mój” (koprodukcja Teatru Polonia i Teatru Stu) nie pozwala raczej na żadne wątpliwości co do tego, z czym mamy do czynienia. To tragikomedia w czystej postaci. Sztuka została stworzona na podstawie tekstu izraelskiej pisarki Anat Gov.
Widzowie Teatru Stu zostają zaproszeni na dość niezwykłą sesję terapeutyczną. Po jednej stronie psychoterapeutka Ella, ateistka, mama kilkunastoletniego chłopca z autyzmem (w roli terapeutki – Maria Seweryn). A po drugiej – specyficzny pacjent – tajemniczy pan B. (Krzysztof Pluskota). Po krótkiej wstępnej wymianie zdań, pan B. wyjawia, że jest Bogiem. Ella, początkowo traktująca swojego pacjenta, jak wariata (dowcipne wkręty pojawiają się jeden po drugim), w miarę upływu czasu i toczącej się rozmowy, sama staje się chwilami również pacjentką. Musi zweryfikować swój światopogląd oraz podejście do wiary i niewiary.
Bóg jest pogrążony w depresji i nie ma już siły panować nad światem, który stworzył. Jest zmęczony odpowiedzialnością, jaką obarczył go człowiek. W ramach terapii opowiada jak stwarzał świat i jak stworzył człowieka. Czego bardzo żałuje. Między słowami wychodzi na jaw też to, jaki wpływ na niego miała historia Hioba.
„Boże mój” to spektakl pełen delikatnego humoru, zaskakujących zwrotów, dowcipnych dialogów. Opowiada o poważnych sprawach, ale utrzymując widownię w dobrym nastroju. Zmusza do spojrzenia na tematy, które znamy z Biblii, z innej perspektywy. Pełen jest refleksji – momentami zasmucających i zawstydzających, a momentami rozśmieszających. To ciekawe spojrzenie na relacje człowieka z Bogiem i na odpowiedzialność za świat – czy większa ciąży na człowieku czy na Bogu? To spektakl dla wszystkich. Wierzących – zachęca do dojrzałej, a nie dziecięcej wiary. Niewierzących – do dialogu z kulturową postacią. Nie ma w nim nużących kazań, jest za to powściągliwość i sporo fajnego humoru.
Spektakl „Boże mój” – reż. Andrzej Seweryn, Teatr Stu. Kraków.
Zdjęcie: scenastu.pl