Ciekawie o ciekawym człowieku. Cenię go, jako aktora i udało mi się dowiedzieć nieco więcej.
Na początku dorosłości był tzw. młodym gniewnym – zarówno w pierwszych rolach, jak i na falach podczas windsurfingu. I pozostał nim do dziś, chociaż ma w tej chwili 64 lata.
Właściwie przez całe swoje życie – dawniej i teraz – próbował zminimalizować bolączki związane ze swoim ojczystym krajem, czyli Stanami Zjednoczonymi, jednocześnie będąc do niego bardzo przywiązanym.
Od samego początku kariery (choć on sam na pewno nie chciałby tego tak nazwać, bo sława go nigdy nie pociągała – raczej była jego wrogiem) starannie dobierał role. Przechodził po drodze przez różne fascynacje i właściwie bez chwili przerwy był zaangażowany w to, co było dla niego najważniejsze. Małżeństwo z Madonną mu nie posłużyło i rozpadło się. W tamtym czasie nie kojarzono go jako aktora tylko jako Pana Madonnę. Penn nie wytrzymał rozgłosu piosenkarki, która była na szczycie popularności i nienawidził paparazzich – dla tych ostatnich nie miał wyrozumienia ani litości. Jednego zwiesił z wieżowca za nogi, innego po prostu pobił. Kiedy sam stał się osobą znaną, przyklejano do niego różne łatki. Ale popularność go męczyła.
Zaprzyjaźnił się z Charlesem Bukowskim (i był jedyną osobą z show biznesu, której Bukowski pozwolił się do siebie zbliżyć). Obu ich fascynowali tzw. ludzie z marginesu. Penn zapytany o Bukowskiego odpowiedział: „on nie jest zaniedbany, on po prostu nie dba o nic.”
Fascynowała go również poezja i muzyka, która, gdy już sam zaczął reżyserować filmy, a nie tylko w nich grać, była często narratorem w jego filmach.
Grywał role nie upiększając swoich postaci. Rozprawiał się nimi (a także filmami, które reżyserował) z wojnami, rasizmem, karą śmierci, homofobią, eksterminacją rdzennych mieszkańców Ameryki.
Całe życie zmagał się ze stygmatem amerykańskiego chłopaka – bad boya. Slab City nie posiadające osobowości prawnej, „występujące” w jednym z jego filmów wydawało się idealnym miastem dla takich outsiderów jak on.
Był też współczesnym samotnym kowbojem – przemierzał autem swój wielki kraj zafascynowany dzikimi pejzażami tak samo, jak w młodości nieujarzmionymi falami oceanu. Ale w życiu ciągle „jechał pod prąd”.
W wieku około 50 lat miał za sobą obecność chyba na wszystkich możliwych frontach wojennych, choć znajdowali się tacy, którzy widzieli w tym nie dbałość i zaangażowanie, a tylko autopromocję.
Zaślepiony wściekłością wzbudził kontrowersje, jeśli chodzi o relacje z prezydentem Wenezueli – swoje działania próbował nazwać mediacją między Stanami a Wenezuelą.
Stawał się też wrogiem publicznym, dziennikarzem eksperymentalnym.
W czasie wojny Rosji z Ukrainą spotkał się z prezydentem Zełenskim i dał mu swojego Oskara, deklarują chęć walki – znów próbował zaangażować się totalnie.
Czasem kpił z samego siebie – sam mawia, że nikt tak dobrze nie parodiuje Sheana Penna jak sam Shean Penn.
O jednej z jego fajnych ról, którą zagrał niedawno, pisałam tutaj.
Shean Penn jest współzałożycielem i kierującym fundacją CORE, która współpracuje z miastem Kraków w sprawie pomocy dla uchodźców. Aktor podpisał umowę w Krakowie w 2022 roku.
zdjęcie: telemagazyn.pl