Kiedy oglądałam serial „Mildred Pierce” przyszło mi bardzo szybko do głowy słowo „epicki”. We współczesnym języku ma ono dwa znaczenia. Jedno bardziej dosłowne, związane z epiką, czyli opowieścią, która toczy się przez długie lata, ma sporo postaci i wątków, jest bogata w detale. I tu serial – przynajmniej jeśli chodzi o te cechy – pasuje. Drugie znaczenie jest bardziej potoczne. Epicki, czyli wyjątkowy, robiący wrażenie, spektakularny. I dla mnie ten serial taki właśnie był. A jeśli ktoś lubi w kinie klimat retro oraz grę Kate Winslet, to oglądnięcie będzie strzałem w dziesiątkę.
„Mildred Pierce” – główna bohaterka i zarazem tytuł serialu.
Serial jest z 2011 roku, ale nie dopatrzyłam się w nim jakichś niedociągnięć w realizacji. Jest fajnie wyreżyserowany. Nie ma w nim irytujących naleciałości, które czasem trafiają się w filmach sprzed kilkunastu lat. Takich, których kiedyś nie widzieliśmy, a dziś już drażnią, bo kino przyzwyczaja nas do coraz nowszych standardów.
Kalifornia, miasteczko Glendale, rok 1931. Mildred Pierce (w tej roli doskonała tutaj Kate Winslet) rozstaje się z mężem – Bertem. Jak się dowiemy później, co chyba mogę zdradzić, Mildred i Bert okazują się o wiele bardziej udaną parą przyjaciół niż małżonków. Mildred musi sama utrzymać rodzinę. W dobie panującego Wielkiego Kryzysu jest to trudne. Tym bardziej, że Mildred jest bardzo dumną kobietą i nawet największa desperacja, którą zdaje się odczuwać, nie pozwala jej wylądować na stanowiskach, które jej zdaniem uwłaczają jej godności. Mildred jest utalentowana kulinarnie. Zatrudnia się w restauracji początkowo jako kelnerka. Ale jej umiejętności szybko wynoszą ją na wyższe pozycje i zdobywa uznanie w środowisku kulinarnym. Uzdolniona również, ale muzycznie, jest jej starsza córka Veda. Niestety Veda równie co zdolna, jest również po prostu wredna i okrutna wobec matki.
„Mildred Pierce” – desperacja, motywacja, miłość, wielkie pieniądze i wielkie problemy.
Mildred osiąga sukces. Nie ma się co dziwić. Jest naprawdę pełna energii, po prostu niezłomna. Jednak jej prywatne życie nie układa się tak dobrze. Szuka miłości, a w niej oparcia. Ale związki, w które się angażuje prędzej czy później stają się dla niej toksyczne. Podobnie jak relacja ze starszą córką, do której miłość i poświęcenie jest czymś wręcz niewiarygodnym.
W serialu wątki się odgałęziają, wędrują na niespodziewane tory. Są w nim cieplejsze i optymistyczne części (np. relacja Mildred z Bertem lub początkowo z Monty’m, które widz dostaje, aby otrząsnąć się po innych (kłótnie i naprawdę druzgoczące sceny Mildred z Vedą). Mildred za wszelką cenę stara się być dla Vedy dobrą, wręcz wzorową matką. Kate Winslet jest świetna, bezbłędna, wiarygodna w tej roli. Przez wszystkie odcinki prowadzi widza również wspaniała scenografia amerykańskich lat 30. oraz cudowna, klimatyczna muzyka.
Serial „Mildred Pierce” dostępny na platformie: MAX.
zdjęcie: HBO MAX
Ale z Tej Vedy bezwzględna, wyrachowana suka!!! Okropna.
Zastanawiam się, jak daleko sięga matczyna miłość i poświęcenie – to wręcz nieprawdopodobne, że tyle można znieść.