Nie wiem, czy uśmiecham się przy oglądaniu tego serialu, dlatego że jest taki okres jaki jest, czyli około świąteczny. Czy w dowolnym momencie, w którym bym go oglądała, sprawiałby mi również tyle przyjemności.
Ten wpis będzie krótki, bo i przekaz jest jasny, nieskomplikowany, miły dla oka i ucha. Pachnie piernikami, mandarynkami i grzańcem oraz szeleści papierem do pakowania prezentów i dobrymi emocjami i intencjami. Taki jest norweski serial „Facet na święta”.
Dwa pierwsze sezony obejrzałam kilka lat temu. Teraz pojawił się trzeci. Tytuł nie zachęca. Wg mnie zalatuje stereotypami. Ale to mylące. Historia jest niby oczywista, a jednak nie do końca.
Johanne jest mniej więcej po trzydziestce. W trzecim sezonie zostaje szefową oddziału pielęgnarskiego w szpitalu. Jest cudna, przesympatyczna, autentyczna, ale zagubiona i po prostu boi się samotności. Pragnie wartościowego, ważnego, niepowierzchownego związku. I różnie z tym bywa w jej życiu.
Główna część serialu — zwłaszcza zimowe, świąteczne sceny — została nakręcona w Røros, małym, ślicznym miasteczku w środkowej Norwegii, w regionie Trøndelag. Jego główna ulica, na której rozgrywa się sporo scen, jest jak z zimowej bajki.
„Facet na święta” – prawdziwy, zabawny, pozytywny, nieprzejaskrawiony serial o życiu, który przyjemnie się ogląda i wg mnie jest prawdziwą perełką (a może ładnie połyskującą bombką) na tle całej chmary świątecznych produkcji. I język norweski (czyli oglądanie bez lektora, tylko z napisami) dodaje mu fajnego klimatu. God Jul! 🙂
Serial „Facet na święta” dostępny na platformie Netflix
Zdjęcie: filmweb.pl