Takie to modne teraz – wspieranie lokalnych inicjatyw. No ale prawdę mówiąc, jest to bardzo fajne i nie dlatego, że modne. Trzymam się tej idei. I doceniam te wyjątkowe miejsca, które są tworzone w okolicy mojego miejsca zamieszkania. Pamiętam o nich i wierzę, że mój głos w ich sprawie się liczy. Dlatego je wybieram i tym samym wspieram – życzę im, by przetrwały w tym ogromnym, bardzo konkurencyjnym rynku.
Tak jest w przypadku piekarni Ferment w Zielonkach pod Krakowem. Kibicuję jej od samego początku. Na miejscu pieczone chleby, bułki, bagietki, z czasem ciasta, torty, ciasteczka. I z jeszcze późniejszym czasem pizza, ale nie taka, którą można spotkać na każdym rogu w naszym kraju. Tylko wyjątkowa, bo neapolitańska pieczona w fajnym, żółtym piecu. Na specjalnie wyrabianym cieście, różniąca się od swojej bardziej pospolitej siostry tzw. pizzy włoskiej. Ale wracając do chlebów – dużo rodzajów: pszenno-żytni, żytni, razowy, ze słonecznikiem, z foremki, okrągły i wiele innych. Każdy warty uwagi. Mam swój ulubiony, ale wizyty gości w moim domu są pretekstem, żeby próbować innych smaków. Dla miłośników słodkości – imponująca gablota z kolorowymi ciastami, torcikami, ciasteczkami.
Wszystko to w fajnym budynku powstałym z połączenia cegieł, metalu i dużych okien, które w sezonie wiosenno-letnio-jesiennym zdobią kwiaty w donicach.
Nawet kiedy przez długie okresy nie jem pieczywa to nieustająco, gdy przejeżdżam koło Fermentu, muszę walczyć z wielką pokusą. Wierzę, że takie miejsca przetrwają, bo jakość na szczęście coraz bardziej zaczyna się liczyć.
Ferment się rozrasta i otwiera nowe miejsca – oprócz Zielonek na ul. Paryskiej 2, ma swoje punkty również w Krakowie na ul. Wrocławskiej 53D, Malborskiej 40, na os. Oświecenia 33 oraz os. Żabiniec, na Solskiego 1.
Też miałam okazję jeść pieczywo z tej piekarni i podzielam Twoje zdanie droga Kasiu. Ilekroć przebywam u rodziny w tych okolicach robię tam zakupy. Przy okazji świąt zbliżających się życzmy więc wszystkim wspólnie dobrego pieczywa .