Spektakl Teatru Polonia w Warszawie. Z wielką charyzmą zagrane role przez jedną aktorkę – Marię Seweryn. I nie ma tu pomyłki stylistycznej, bowiem wciela się ona w kilka ról umiejętnie żonglując głosem, gestami, postawą, mimiką. Raz jest ofiarą gwałtu, a raz oprawcą. Byłam pod wrażeniem samodyscypliny Marii Seweryn i środkami wyrazu, jakie potrafiła wydobyć ze swojego ciała, fizyczności. Sztuka o ofiarach sądów, przewrotnej sprawiedliwości i perfidnych zawirowaniach – jak łatwo z roli chłodnego, na chłodno kalkulującego adwokata tudzież adwokatki, można przejść w rolę pełnej emocji ofiary. Nie łatwo uwierzyć, że są to tak odległe, skrajne bieguny. Bardzo dobry, przejmujący, świetnie zagrany spektakl.