Uroczy. Trochę zamerykanizowany w stosunku do swojej pierwotnej wersji. Film zobaczyłam w kinie Pod Baranami w Krakowie, w – z konieczności czasowej – najmniejszej salce, takiej na kilkanaście osób, na ekranie trochę większym niż telewizor. Ale te okoliczności sprawiły, że towarzystwo było z tych lubiących kino, a nie je zaliczających. Kiedy pojawiły się napisy końcowe i jaśniały światła większość zgromadzonych wycierała łzy, szeleściła opakowaniami po chusteczkach i odwracała twarze w stronę ściany. Film może nie jest arcydziełem, ale taki, aby się trochę uśmiechnąć i trochę wzruszyć. Nic więcej i nic mniej.