Nie wiedziałam, co to są obiekty głębokiego nieba. Zanim sprawdziłam, autor na spotkaniu autorskim dotyczącym tej ostatniej powieści, to wytłumaczył. To odległe ciała niebieskie (np. galaktyki, mgławice) znajdujące się poza naszym Układem Słonecznym. Ich obserwacje ze względu na dużą odległość i bardzo słabą jasność są bardzo trudne (wymagają teleskopów). Książka „Obiekty głębokiego nieba” Jakuba Małeckiego jest trochę o tym (tak bardzo ogólnie), że ludzie czasem pewnych rzeczy – ważnych, tych obok siebie, codziennych tych, które budują ich życie – nie są w stanie dostrzec.
À propos ustaleń dotyczących tego, co takiego jest w niektórych powieściach, że tak wciągają, czarują, obejmują we władanie myśli, emocje, zostawiają tak trwały ślad. Tego, jak to nazwać. Czasem mam z tym problem. Przede wszystkim w przypadku książek Kuby – krąży gdzieś ta tzw. małeckość. Ale on sam, który czyta ogromne ilości książek, też trafia na takie. Po przeczytaniu mówi do żony: kurcze, ale to było niesamowite. A co było w tej książce takiego niesamowitego? Hmm…no kompletnie nie wiem!
Szczerze mówiąc trochę mi ulżyło. Może po prostu tak jest, że nie da się tego uchwycić. To coś spektakularnego, indywidualnego, charakterystycznego i niech to wystarczy, bez wyjaśnień, bez definiowania. Wystarczy, że jest, że chce się do tego wracać, że czuje się ekscytację na samą myśl o tym, że np. wieczorem będzie wreszcie czas, by sięgnąć po książkę.
Pokrótce o fabule „Obiektów głębokiego nieba”, chociaż jak zwykle nie o nią tu najbardziej chodzi.
Iga i Janek są trzydziestoparoletnim małżeństwem. Być może coś w ich związku nie do końca gra, być może jest inny powód, ale podejmują – pewnie dla wielu osób kontrowersyjną – decyzję, która wpłynie na całe ich życie, związek, miłość. Równolegle w książce toczą się losy subtelnego, dobrego i ciepłego ojca Janka. A także pewnego lisa, pszczoły i kilku świń.
Dużo w tym wszystkim emocji, prawdy, niedopowiedzeń, trudnych pytań i potężnej wrażliwości.
A kto poznał autora trochę bliżej, bardziej na żywo, w bezpośredniej relacji będzie też wiedział, że dużo w tej fabule samego Kuby.
Zwyczajni, momentami niepozorni bohaterowie ze zwykłymi doświadczeniami, z jakimiś pasjami, umiejętnościami. Nie szufladkując ludzi – to czym się zajmują bywa w pewnym dysonansie do tego, co jest w nich w środku.
Przeczytałam zdecydowaną większość książek Kuby Małeckiego i teraz mnie olśniło już całkowicie. Niezależnie czy występują w nich kilkuletni czy znacznie starsi bohaterowie, niezależnie czy są kobietami czy mężczyznami, w wielu z nich znajduję coś z siebie. W ich myślach znajduję coś, o czym sama myślałam i w tym co robią, co ich spotyka – coś, co sama przeżyłam. Ja też mogłam połknąć pszczołę. Ale to temat na dłuższą opowieść.
Od momentu premiery książki „Obiekty głębokiego nieba” (10 września) czytelnicy pisali, że to prawdopodobnie najlepsza powieść autora. Ja tak nie uważam. Dla mnie to kolejna jego książka, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością. I bardzo na nią czekałam.
Inne książki autora, o których piszę na tym blogu: „Sąsiednie kolory”, „Ślady”, „Horyzont”, „Rdza”, „Święto ognia”, „Nikt nie idzie”, „Dżozef”, „Dygot”, „Korowód”.