„Nadzieja” Johna Maxwella Coetzee to opowieści o… braku nadziei w obliczu tego, co nieuchronne. Nadzieja może się pewnie pojawić, ale wtedy, gdy los pozwoli nam się na to nieuchronne przygotować. Jednak dla mnie ważniejszą kwestią w tym zbiorze opowiadań jest brak nadziei na to, że ludzkość okaże całkowitą empatię dla zwierząt. Świat nie zmieni się aż tak, niezależnie od tego, jak krótko czy jak długo jeszcze będę żyć.
Publiczne zarzynanie zwierząt w celach konsumpcyjnych uprzykrzyłoby ludziom życie.
Gdyby w każdym mieście, miejscowości, wsi, wszędzie tam, gdzie mieszkają społeczności ludzi ustawić w centrum rzeźnie, a w nich zamiast murów byłyby szyby, świat zwierząt wyglądałby inaczej. Pewnie każdy z nas słyszał już o tym założeniu. Coetze wraca z tematem w jednym z rozdziałów zbioru opowiadań „Nadzieja” pt. „Szklane rzeźnie”. „Ludzie pozwalają na mordowanie zwierząt tylko dlatego, że nie muszą na to patrzeć. Nie muszą niczego widzieć, słyszeć, wąchać.” Taka myśl pojawia się w głowie Elizabeth Costello – uznanej, starszej australijskiej pisarki, która jeździ po świecie i wygłasza wykłady m.in. o zwierzętach. Pisarki, która próbuje siebie i bliskich przygotować na swoje odejście. Na swoją śmierć na własnych warunkach. Zdecydowana większość książki to jej rozmowy z synem. Opowieść jest przedstawiona z jego perspektywy, jako narratora.
W średniowieczu i wczesnej epoce nowożytnej władze miejskie starały się powstrzymywać publiczne zarzynanie zwierząt. Radni uważali, że szlachtuzy uprzykrzają życie mieszkańcom, i starali się wymuszać przenoszenie ich poza obręb miasta. (Keith Thomas)
„Nadzieja” J.M.Coetzee – jakie są granice moralności? Albo czym ona jest?
Cała ta książka jest spojrzeniem na trudne tematy oczami kobiet. Bo nie tylko Elizabeth Costello jest bohaterką tego zbioru opowiadań. Coetze daje swoim bohaterkom głos, a samej Elizabeth pozwala powiedzieć to, co myśli i nie daje jej się zbić z tropu, racjonalną, być może bezduszną i bezlitosną opozycją jej syna.
Wyważone celne zdania, mądre dialogi, zaskakujące rozważania o miłości, współczuciu i innych emocjach. Przejmująca I tak samo bolesna, jak potrzebna lektura.
W telewizji leciał program o hodowlach przemysłowych. (…) W programie pokazywali przemysłową wylęgarnię. Najpierw zapładnia się tam masowo jaja, później sztucznie wykluwa kurczęta, a na koniec sprawdza płeć. (…) wrzuca się je na taśmę, przesuwającą je powoli przed pracownikami, których praca polega na oglądaniu narządów płciowych kurcząt. Jeżeli jesteś rodzaju żeńskiego, wrzucą cię do pudła, które następnie zawędruje do hangaru niosek, gdzie spędzisz resztę produktywnego żywota. Jeżeli jednak okażesz się rodzaju męskiego, zostajesz na taśmie. Gdy dojedziesz do końca, taśma zrzuca cię do zsypu. Na samym dnie czekają dwa koła zębate, które mielą cię na papkę, ta zaś jest chemicznie sterylizowana i przerabiana na karmę dla bydła albo nawóz. W tym wczorajszym programie kamera śledziła jedno konkretnie pisklę i jego podróż na taśmie. „A więc tak wygląda życie!”, mówiło do siebie. „Niezbyt zrozumiałe, ale jak na razie też bez większych trudności”. Nagle para rąk sięga po kurczę, rozgarnia mu puch między udami, odstawia z powrotem. „Ile testów!”, myśli. „Ten chyba zdałem”. Taśma sunęła dalej, a on jechał dzielnie przed siebie, gotów na spotkanie przyszłości i wszystkiego, co się w niej zawiera. (…) Miliardy piskląt przychodzą na ten piękny świat i z naszej łaski mogą przeżyć jeden dzień, zanim zmielimy je na papkę, bo są niewłaściwej płci, bo nie pasują komuś do biznesplanu. (…) To dla nich piszę. (…) Jestem jedyną istotą na tym świecie (…), która jeszcze o nich pamięta.
O innej książce noblisty pt. „Polak” piszę tutaj.